Historia Leona i nie tylko…

0 45

Pewnego dnia Pani Od Jamników zadzwoniła, że potrzebuje nas natychmiast, w domu. Tomasz spakował torbę i wrócił późno w nocy. Wyjął spod swetra stworzenie… małe i bardzo nieszczęśliwe. Szczenię z wystającymi żebrami, wygarbione od przetrąconego kręgosłupa. Jedna łapka zwisała żałośnie nienaturalnie skręcona. Na nasz widok łypnęło porozumiewawczo i powlokło się w kierunku naszego łóżka. Położyliśmy je na kocu, zasnęło ufnie.

Cóż to jest?… Skąd?…

Pies w domu… Jakoś go trzeba wyleczyć… potem się zobaczy…

Pani Od Jamników czasem odbiera psy ludziom. Ma sposoby i tym razem przekazała nam jamnika, który ledwo uszedł z życiem będąc żywą zabawką i workiem treningowym. Niestety, to nie był koniec perypetii, psiak wymagał leczenia ciała i ducha, miał lęki i bardzo cierpiał. Postanowiliśmy, że skoro nam zaufał, nie odrzucimy jego miłości i już na zawsze zostanie z nami. Nasza drużyna powiększyła się o Leona.

Niektórym ludziom pieski sprawiają kłopot

Wspomniany James Herriot mawiał, że dobry weterynarz kroci nie zarabia. Dlatego że jest dobry. No właśnie… Niby można usypiać zwierzaki przyniesione do gabinetu i są takie miejsca, w których nikt nie pyta o powód, który kieruje właściciela ku temu rozwiązaniu. Dlatego ciągle jest sporo ludzi, którzy nie widzą problemu – znudzi się zwierzak, to go trzeba uśpić. Pewnego dnia przyszła do nas starsza kobieta z jamnikiem. Morda mu się cieszyła, pogoda idealna na spacer z panią. Gdyby mógł wyczytać co tkwiło w jej głowie, uciekłby od niej na koniec świata, zamiast merdać ogonem! Pani postawiła psa na stoliku do badań i mówi, że chce go uśpić. Zapytana o powód stwierdziła, że nie ma siły chodzić z nim na spacery. A do schroniska go nie odda, bo nikt mu tak nie gotuje i nie dba o jego zdrowie… Nasze miny skwitowała: stówka w tę czy w tę nie gra roli. To jak? Przyznamy, że to była pierwsza z dwóch klientek, w naszej karierze zawodowej, którą wyprosiliśmy za drzwi. Lekarz nie jest mordercą i nigdy nie powinien nim być. Nie ma takiej sumy pieniędzy, która by była motywacją! Druga wyproszona za drzwi klientka przyszła do nas z kotkiem. W przełyku zwierzaka tkwił głęboko wbity metalowy samochodzik.

Trudne decyzje

Właścicielka kotka przyszła z synkiem, dziecko zajadało garściami chipsy i patrzyło obojętnie na cierpiące stworzenie. Kotka trzeba było szybko zoperować, ale pani uparła się, że nie chce operacji, bo nie będzie wydawać pieniędzy i nie ma czasu na opiekę nad kotem. Trzeba uśpić. Już mieliśmy zacząć rozmowę z panią by dała kotu szanse, po zabiegu będzie bardzo słaby, ale ona odwróciła się do chłopca, pogładziła go po pyzatym policzku i powiedziała, że jutro mu kupi króliczka i z pewnością będzie fajniejszy od kotka. Panią z dzieckiem wyprosiliśmy, kotu pomogliśmy odejść za Tęczowy Most, gdzie nie ma strachu i cierpienia. Decyzje, które podejmuje weterynarz są często bardzo trudne i są chwile, w których człowiek z chęcią zająłby się hydroponiczną uprawą rzeżuchy, a nie leczeniem; ale są i takie, w których serce rośnie… gdy uratowany zwierzak cieszy się zdrowiem i tym, że nas widzi. Takich momentów jest na szczęście wystarczająco wiele (pewnie dlatego jest mało rzeżuchy na rynku) i wciąż mamy w sobie optymizm.

Nawet jeśli nam go czasem trochę brak, patrzymy na Leona – psia morda rozciąga się w urzekającym uśmiechu, a ogon zaczyna wirować jak śmigło, wtedy wiemy, że warto po raz kolejny się nie poddać, nie zwątpić w sens pracy.

Agnieszka i Tomasz Kutrzuba

 

Komentarze
Wczytywanie...