NIE TAKI WETERYNARZ STRASZNY, JAK GO MALUJĄ

Wizyta u lekarza weterynarii z psem dla wielu opiekunów jawi się jako prawdziwy koszmar. Często odwlekają odwiedziny lub pojawiają się tylko w sytuacji bardzo złego samopoczucia pupila czy nagłego wypadku. Dlaczego tak jest i czy można coś z tym zrobić dowiecie się z tego artykułu.

0 891

Wiele psów panicznie boi się wizyty u weterynarza. Najbardziej oczywistą sprawą jest fakt, że nie jesteśmy w stanie wyjaśnić zwierzęciu, że podczas spotkania z lekarzem nie wydarzy się nic strasznego, a sama wizyta ma mu pomóc. Wizyta w zakładzie leczniczym dla zwierząt z psem odczuwającym silny lek przed tym miejscem przypomina nieco dramat w trzech aktach.

Pierwsza odsłona naszej tragedii to podróż, sam budynek oraz poczekalnia. Dlaczego nawet jeśli personel lecznicy jest dobrze wyszkolony i potrafi delikatnie obchodzić się z pacjentami, część psiaków zachowuje się tak jakby miał nastąpić koniec świata? Otóż trzeba otwarcie przyznać, że klinika weterynaryjna ma prawo przerażać psa. Jasne oświetlenie, śliskie nawierzchnie, nieznani ludzie, mnóstwo zapachów innych zwierząt, woń medykamentów, a także poczekalnia pełna innych, obcych zwierząt również w dużej mierze poddenerwowanych. Do tego odgłosy piszczenia, warczenia lub skamlenia psiaka, który akurat odbywa wizytę. To wszystko utwierdza naszego przyjaciela, że jest czego się bać i nie warto było tu przychodzić.

Niektórzy opiekunowie twierdzą, że ich pupil doskonale wie, gdzie go zabierają i panikuje lub stawia opór już w drodze do lecznicy. Dzieje się tak z dwóch powodów: po pierwsze często psiaki podróżują autem tylko i wyłącznie do weterynarza. Nic więc dziwnego, że okazują strach już podczas wsiadania do auta lub samej podróży. Druga kwestia to zachowanie opiekuna. Właściciele panikujących na widok weta czworonogów już na samą myśl o wizycie zaczynają się podświadomie denerwować i napinać. Zwierzęta doskonale wyczuwają stany emocjonalne człowieka, który jeśli się denerwuje utwierdza w psa w jego strachu, a powinien dać mu oparcie przekazując pozytywną energię. Pies doskonale odróżni Wasze emocje i nastawienie przy wychodzeniu do weterynarza od wychodzenia na spacer do lasu.

Kolejnym etapem dramatu jest badanie w gabinecie. Najczęściej odbywa się ono na śliskim stole chociaż coraz więcej lecznic stosuje np. gumowe maty – nakładki na stół, które są znacznie przyjemniejsze dla pacjenta i nie są trudne w utrzymaniu czystości. W każdym razie pies trafia na nienaturalny dla siebie poziom i z pewnością czuje się niekomfortowo, a przynajmniej jest nieco onieśmielony. W tym momencie następuje badanie kliniczne, które jest podstawowym i niezwykle ważnym narzędziem diagnostycznym, a zatem w bardzo niewielu przypadkach można z niego zrezygnować, jeśli zwierzę jest bardzo zestresowane. Jest ono obowiązkowe w przypadku kiedy opiekun zgłasza, że coś w zachowaniu psa go niepokoi np. wymioty, biegunka, kaszel, dziwny oddech, kulawizna, apatia etc. W przypadku mocno zestresowanych psów lekarz może odstąpić od takiego badania np. kiedy chodzi o profilaktykę przeciw pasożytniczą, o ile właściciel nie zgłasza dodatkowo występowania żadnych niepożądanych objawów u swojego czworonoga.

Jeśli chodzi o zachowania podczas czynności typowo weterynaryjnych takich jak omacywanie jamy brzusznej, badanie kanałów słuchowych, osłuchiwanie stetoskopem, sprawdzanie błon śluzowych, gardła, stanu uzębienia, w gabinecie spotykamy się najczęściej z dwiema postawami: albo pacjent reaguje paniką i/lub agresją na każdą próbę dotyku, albo z podkulonym ogonem, wciśnięty we właściciela, nerwowo się trzęsie, oblizuje wargi, ale summa summarum poddaje się tym zabiegom bez większych utrudnień dla lekarza.

Ostatnim aktem są czynności weterynaryjne o najbardziej awersyjnym dla zwierzęcia charakterze czyli takie, które wywołują zarówno dyskomfort psychiczny jak i fizyczny. Do tego zaliczamy wszelkie iniekcje, pobieranie materiału do badań laboratoryjnych (zeskrobiny, wymazy, krew), płukanie i oczyszczanie ran, obcinanie pazurów itp. Do tej grupy – z czego prawdopodobnie nie wszyscy zdają sobie sprawę – zalicza się także mierzenie temperatury. Bardzo często stres i strach zwierzęcia jest tak duży, że uniemożliwia wykonanie tych czynności bez podania lekkiej sedacji. U niektórych pacjentów w ogóle nie możemy brać pod uwagę sedacji ze względu na choroby somatyczne, na które cierpią lub zaawansowany wiek. U takich zwierząt sedacja jest obarczona dużo większym ryzykiem i stosowana jest tylko w podbramkowych sytuacjach.

Jak możemy pomóc naszemu psiakowi?

1.Przede wszystkim warto wybrać jedną lecznicę, w której zwierzę czuje się najlepiej i której personel ma odpowiednią wiedzę i doświadczenie z zakresu nie tylko leczenia, ale także psychologii zwierząt. Dodatkowym atutem uczęszczania do jednej placówki jest to, że nasz pupil jest znany personelowi. Dzięki temu wszyscy wiedzą, że jest to pacjent wymagający specjalnego traktowania i nie musimy tłumaczyć za każdym razem czego nasz pies nie lubi, czego się boi i czego nie toleruje.

2. W przypadku szczeniąt sprawa jest łatwiejsza. Podczas pierwszych wizyt staramy się jak najbardziej uatrakcyjnić chwile spędzane w lecznicy. Możemy przynieść kocyk pachnący domem, który rozłożymy na lekarskim stole, możemy podawać mu smakołyki podczas badania przeprowadzanego przez weterynarza. Oraz odwracać jego uwagę podczas bardziej awersyjnych czynności. W domu powinniśmy w chwilach relaksu psiaka przeprowadzać podstawowy trening medyczny czyli dotykać łapek jak przy obcinaniu pazurków, podnosić fafle, zaglądać do pyszczka, dotykać uszu i zaglądać do środka etc. To pozwoli oswoić szczenię z nienaturalnym z punktu jego widzenia rodzajem dotyku.

3.Jeśli mamy dorosłe zwierzę, które przejawia silny lęk przed weterynarzem sprawa jest nieco trudniejsza. Pies może bać się wizyty ponieważ zdarzyło się kiedyś coś wyjątkowo traumatycznego jak np. obcięcie zbyt krótko pazura, opracowywanie bolesnej rany lub długotrwałe leczenie, które wiązało się z codziennymi wizytami, masą zastrzyków, pobrań krwi czy kroplówek. W gabinetach obserwujemy, że zwierzęta, które nigdy nie chorowały poważnie i odwiedzały lecznice tylko na odrobaczenie czy coroczne szczepienie, rzadko przejawiają silny stres. Wiele z nich traci rezon dopiero na stole, ale poza nim zachowuje się zupełnie jak u siebie. Czy w takim razie jeśli nasz pies jest chorowity to sprawa jest przegrana? Wcale nie. Bardzo dobrym rozwiązaniem są tzw. wizyty towarzyskie. Porozmawiaj ze swoim weterynarzem i ustal w jakich godzinach jest najmniej pacjentów, abyście mogli od czasu do czasu odwiedzać lecznicę zupełnie towarzysko. Psiak posiedzi chwilę w poczekalni, dasz mu kilka smakołyków. Jeśli personel nie jest zajęty, możesz poprosić o pozwolenie na wejście do gabinetu i np. zważenie pupila. Dobrym rozwiązaniem jest również podawanie psiakowi przez personel drobnych smakołyków. To, że w końcu traficie na prawdziwą wizytę, na której będzie jednak badany nie oznacza, że pies znowu będzie kojarzył lecznicę źle. Zwierzęta dość szybko orientują się, że tylko jedna na przypuśćmy dziesięć wizyt jest mniej przyjemna. Jeśli tylko do weterynarza jeździcie autem powinniście zacząć zabierać pupila samochodem na niektóre spacery. Tak, aby wyłączył bezwzględne powiązanie auto = wet. Wtedy podróż nie będzie tak traumatyczna. Jeśli nasz pies boi się jedynie samego miejsca natomiast nie ma problemu z dotykiem i innymi czynnościami, czasem warto zainwestować w wizytę domową. Ale musimy pamiętać, że nie wszystko lekarz będzie w stanie na takiej wizycie wykonać, dlatego najczęściej są to wizyty dotyczące profilaktyki (szczepienia, odrobaczenia etc) ewentualnie kontynuacje leczenia, gdzie mamy zalecone leki, ale właściciel nie radzi sobie z ich podawaniem i nie ma możliwości przyjeżdżać codziennie do lecznicy lub właśnie kiedy pacjenta mocno stresuje pobyt u weterynarza, a jego stan jest na tyle stabilny, że nie będzie wymagał codziennej zmiany leczenia. Należy jednak liczyć się z tym, że koszt takiej wizyty w porównaniu do wizyty w lecznicy jest nieporównywalnie wyższy.

4.Jeśli planujecie wizytę w gabinecie warto wcześniej porozmawiać z lekarzem prowadzącym Waszego pupila o możliwości zastosowania odpowiednio wcześniej preparatu osłabiającego reakcje lękowe, relaksującego, ale nie upośledzającego funkcji motorycznych i poznawczych zwierzęcia.

Ostatnia kwestia, ale ze wszech miar istotna, to nastawienie właściciela.

Musicie dać psu oparcie i poczucie bezpieczeństwa. Jeśli pies będzie czuł, że jego właściciel jest rozluźniony i pewny siebie odbierze to jako informację: nie musisz się bać, wszystko jest pod kontrolą. Zdenerwowany właściciel utwierdza pupila w przekonaniu, że jego strach jest zasadny.

Komentarze
Wczytywanie...