PASAŻER NA GAPĘ

Jesień w pełni. Możemy uznać, że czas zagranicznych wojaży w poszukiwaniu słońca mamy za sobą. Czasem może się okazać, że wspomnienia z wyjazdu pozostaną z nami na dłużej niż planowaliśmy. Latem, ale także jesienią podróżujemy więcej niż w pozostałych porach roku, częściej też wybieramy kierunki południowe, czyli tam gdzie słońce świeci dłużej i mocniej. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że zarówno my jak i nasz pupil możemy przywieźć z takich wakacji nieplanowane suweniry. Jakie niebezpieczne choroby czyhają na Was podczas południowych wojaży i jak się przed nimi chronić? Zapraszam do lektury.

0 108

Przede wszystkim należy zrozumieć czym są choroby wektorowe i dlaczego mimo regularnego odrobaczania, zachowania odpowiedniej higieny podczas wyjazdu możecie usłyszeć podczas wizyty u lekarza weterynarii, że Wasz pupil ma chorobę pasożytniczą o dziwnie brzmiącej nazwie. Odpowiedzialne za taki stan rzeczy są tzw. wektory, czyli prościej mówiąc organizmy, które same nie wywołują chorób, ale roznoszą infekcje przenosząc patogeny z jednych organizmów na drugie. (Gwoli wyjaśnienia patogeny to nic innego jak czynniki chorobotwórcze takie jak bakterie, pierwotniaki, nicienie czy wirusy, ale nie tylko).

W przypadku omawianych tutaj chorób wektorami, które transportują patogeny są przedstawiciele stawonogów, przede wszystkim kleszcze, pchły, komary, muchy i moskity. W Polsce z roku na rok odnotowujemy kolejne przypadki zachorowań u psów na tzw. choroby transmisyjne (CVBD) dotąd niewystępujące w danym regionie. Niestety oprócz zmian środowiskowych, klimatycznych i atmosferycznych, które umożliwiają rozwój i bytowanie patogenów na dotychczas niedostępnym obszarze, także turystyka i handel zwierzętami walnie przyczyniły się do tej sytuacji. A zatem czas poznać wroga, aby lepiej przygotować się na potencjalne spotkanie.

LEISHMANIOSIS – przyczajony tygrys, ukryty smok

Leiszmianioza to choroba pasożytnicza zwierząt i ludzi wywoływana przez pierwotniaka (wicowca) z rodzaju Leishmania. Brzmi egzotycznie, ale już nazwy takie jak czarna febra lub gorączka dum-dum wydają się być bardziej znajome – to określenia stosowane potocznie w przypadku trzewnej postaci tej choroby u ludzi. Przenoszona jest przez muchówki. Szacuje się, że „oryginalnie” choroba występuje w ponad 88 krajach. Przede wszystkim są to rejony o ciepłym klimacie, a zatem m.in. kraje północnej Afryki (bardzo popularny kierunek wakacyjnych wypadów Polaków), Indie, Chiny, Ameryka Środkowa, Ameryka Południowa, Bliski Wschód, ale także Stany Zjednoczone. Niestety południe Europy, czyli najchętniej odwiedzane przez nas kraje takie jak Włochy, Hiszpania, Chorwacja, Francja, Grecja, Turcja, czy Malta to miejsca, gdzie regularnie odnotowuje się występowanie tej choroby i w chwili obecnej najwięcej zakażeń wśród ludzi i zwierząt w Polsce stwierdza się u tych powracających właśnie z tego rejonu Europy.

Problem polega na tym, że w naszej strefie klimatycznej nie występuje ona zbyt często, a jej rozpoznanie nastręcza lekarzom trudności. Objawy jakie wywołuje mogą sugerować zupełnie inne choroby częściej występujące, stąd postawienie prawidłowej diagnozy nie jest proste. Najczęstszym objawem u psów są zmiany w obrębie skóry (przerzedzenia sierści, wyłysienia, łuszczące się zmiany, owrzodzenia, przerost pazurów) i gałek ocznych, węzły chłonne mogą być powiększone miejscowo lub ogólnie. Można odnotować spadek masy ciała lub zaniki mięśniowe, a także krwawienia z nozdrzy. Mogą pojawić się kulawizny i zapalenia stawów. Uszkodzeniu mogą ulec kłębuszki nerkowe, a wątroba i śledziona mogą się powiększyć.

Jeśli diagnoza się potwierdzi to co wtedy?

W krajach, gdzie choroba ta występuje powszechnie często nie podejmuje się leczenia ze względu na zagrożenie zoonotyczne. Dlaczego? W przypadku psów nie ma gwarancji całkowitego wyleczenia i pozbycia się pierwotniaka z organizmu. Częste są nawroty, a zarażone zwierzę jest potencjalnym nosicielem. W Polsce zazwyczaj podejmuje się próby leczenia, nie udowodniono również, że może dojść do zarażenia człowieka od psa bez udziału wektora w postaci muchówki. Ale należy unikać dotykania otwartych ran i innych zmian na skórze chorego psa.

W całej swojej dotychczasowej pracy tylko raz spotkałam się z psem chorym na Leishmaniozę. Zwierzę przyjechało do Polski z Hiszpanii (tam się urodziło i mieszkało do czasu, gdy właściciel postanowił przenieść się do Polski). Pies miał stwierdzoną chorobę jeszcze w hiszpańskiej lecznicy i był w trakcie terapii. Polskie przepisy weterynaryjne nie określają zasad postępowania ze zwierzętami zarażonymi tym pierwotniakiem, które trafią do naszego kraju.

Co zatem zrobić, jeśli wybieracie się na południe Europy ze swoim pupilem?

Wskazane są obroże z deltametryną lub odpowiednie preparaty typu spot on, odstraszające muchówki. Podczas pobytu należy stosować w oknach moskitiery oraz siatki na owady. Psiak nie powinien też przebywać na zewnątrz w porach, gdy owady są najbardziej aktywne.

DIROFILARIOZA – przyjaciel komara

Jest kolejną potencjalną, niechcianą pamiątką z podróży na południe Europy. Mało kto lubi komary. Te natrętne, bzyczące owady potrafią zepsuć wieczorną posiadówkę w ogrodzie, a przede wszystkim zakłócić spokojny sen. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że komary mogą zostawić nam oprócz swędzącego bąbla, także nowego „współlokatora”. Chodzi o nicienie z rodzaju Dirofilaria. Podczas ukąszenia nosiciela przez komara larwy wnikają w organizm owada, skąd po osiągnięciu odpowiedniego stadium są uwalniane podczas kolejnego ukąszenia innemu osobnikowi np. psu, kotu lub człowiekowi. To gdzie nowi przybysze zamieszkają jest zdeterminowane ich gatunkiem. A zatem Dilofilaria repens rozgości się w tkance podskórnej, a Dirofilaria immitis powędruje do serca i tętnicy płucnej.

W przypadku postaci skórnej przez bardzo długi czas nie można doszukać się objawów, bardzo często do wykrycia dochodzi przypadkowo. Najczęstsze objawy to: świąd, wieloogniskowe guzkowe zapalenie skóry, obecność krostowatych wykwitów, miejscowe wyłysienia lub ogólne zapalenie skóry, guzy podskórne.

Inaczej sprawa wygląda z Dirofilarią immitis. Na początku rzeczywiście może przebiegać bezobjawowo. Natomiast wykazano, że zarażone psy prowadzące bardziej aktywny styl życia szybciej będą prezentowały pierwsze objawy takie jak okazjonalny kaszel oraz słaba tolerancja wysiłku. Osobniki typowo kanapowe lub starsze dużo później zaczną prezentować wspomniane dolegliwości. Okres od zarażenia do przejawiania jakichkolwiek objawów może być bardzo długi i trwać nawet kilka lat. W ostatnim stadium pojawiają się: ciężki, przewlekły kaszel, znaczna utrata masy ciała, duszność oraz przyspieszony oddech, obrzęk płuc, choroba zatorowo-zakrzepowa, niewydolność serca, anemia, wymioty, wodobrzusze, obrzęki kończyn, odwodnienie. Z tego powodu najczęściej tacy pacjenci zostają skierowani na dalszą diagnostykę do kardiologa – niestety samo leczenie kardiologiczne nie przyniesie znaczącej poprawy.

W celu potwierdzenia choroby można wykonać rozmaz ze świeżej krwi, gdzie możemy zobaczyć młodociane postacie tzw. mikrofilarie. Lekarz może wykonać także test Knott’a. Dostępne są również szybkie testy płytkowe tzw. SNAP testy, a także badania metodą PCR. Psy ze skórną postacią choroby należy bezwzględnie leczyć, nawet jeśli są w fazie bezobjawowej. W przypadku postaci sercowo-płucnej leczenie stanowi większy problem, gdyż możemy powstrzymać namnażanie się młodych postaci, ale przy dużej inwazji nicieni dojrzałych może dojść do zatkania naczyń krwionośnych, kiedy zaczną umierać.

Wszyscy pacjenci ze stwierdzoną dirofilariozą, z jakimi miałam kontakt trafili do lekarza weterynarii w ostrej fazie choroby z silną dusznością, uporczywym kaszlem, wymiotami i powoli wchodzili w niewydolność serca. W jednym z tych przypadków wprowadzona przez lekarza terapia nie przyniosła poprawy i ze względu na pogarszający się stan pies został poddany eutanazji. Co ciekawe wcześniej ten starszy psiak wyszedł z chemioterapii obronną łapą pokonując nowotwór, ale nie było mu dane zbyt długo nacieszyć się drugą szansą. W pozostałych dwóch przypadkach leczenie przyniosło znaczącą poprawę, ale nie na długo, bo po pewnym czasie objawy powróciły.

Istotne jest także to, że żadne z tych zwierząt nigdy nie podróżowało, wszystkie mieszkały na tym samym obszarze, co oznacza, że zostały zakażone na miejscu. W związku z tym warto stosować profilaktykę p/w dirofilariozie także u zwierząt nieopuszczających granic kraju w tych porach roku kiedy komary są aktywne.

Wniosek jest prosty – lepiej zapobiegać niż leczyć. A zatem jeśli planujecie podróż w ciepłe rejony zabezpieczcie pupila odpowiednim preparatem spot- on, który chroni go przez 30 dni przed inwazją microfilarii. Po powrocie do kraju warto powtórzyć tę profilaktykę przeciwpasożytniczą w formie spot-on lub w tabletce. Jeśli wyjechaliście niezabezpieczeni, warto wykonać po jakimś czasie badanie z krwi na obecność pasożyta.

 

W środowisku należy likwidować rezerwuary wody stojącej – wszelkiego rodzaju, balie, oczka. Często stosuje się też opryski i osuszanie miejsc lęgowych komarów.

Chorób wektorowych jest znacznie więcej, a królami w swoistym „handlu nieruchomościami” dla patogenów są między innymi kleszcze. Z ich usług korzystają między innymi pasożyty z gatunku Babesia (np. canis, gibsoni, equi, cabalii), Theileria annae, czy Hepatozoon canis. Interesy łączą je również z bakteriami takimi jak: Anaplasma ( phagocytophilium i platys), Ehrlichia canis, Candidatus Neoehrlichia mikurensis, Rickettsia conorii oraz Borelia (burgdorferi s.s., garinii, afzelii). Wspominane patogeny wywołują szereg niebezpiecznych chorób.  Dlatego tak istotna jest skuteczna profilaktyka przeciwkleszczowa.

 

 

 

 

 

 

Komentarze
Wczytywanie...