Zorbi, moja psinka kochana

0 156

Będąc w parku na spacerze z Sarą, zobaczyłyśmy małego pieska, bardzo jakoś niezgrabnego; duża głowa, małe łapki, króciutki ogonek, który na widok Sary kręcił się jak zwariowany..

– Jaki przyjazny piesek – powiedziałam do starszej pani siedzącej na ławce.
– O tak, to bardzo serdeczny piesek- odpowiedziała pani. Piesek podbiegł do mnie i zaczął się łasić.
– A jak ty pieseczku się nazywasz? – zapytałam
– Zorbi – usłyszałam.

Nasze pieski bawiły się świetnie. Usiadłam więc obok pani na ławeczce, a starsza pani ( może 70 -75 lat) opowiedziała mi przedziwna historię o Zorbim. Jest tak niesamowita, że postanowiłam podzielić się nią z wami.

Historia szczeniaczka

Dziewięć lat temu, dokładnie w 5 rocznicę tragicznej śmierci męża i syna, starsza pani wybierała się na cmentarz. Szykowała w domu kwiaty i znicze. W pewnym momencie upadła jej torba i znicze potłukły się. Starsza pani zebrała szkło i zeszła wyrzucić śmieci do śmietnika obok bloku. Przy pergoli siedziało dwóch chłopców.
– Pamiętam, że bałam się ich trochę, bo mówili takie niecenzuralne słowa – opowiadała – pili chyba piwo z butelek. Minęłam ich i rzuciłam torbę do śmietnika. Nagle usłyszałam cichutki pisk. Pomyślałam: dziecko. Kosz na śmieci był wysoki, a ja nie mogłam tam dosięgnąć. Krzyknęłam do chłopców: chodźcie tu jest dziecko.

Jeden z chłopców podbiegł szybko. Posłuchał i przechyliwszy się nad pojemnikiem zaczął coś grzebać. Chwycił w ręce i powiedział – to nie dziecko to pies.

– Pomyślałam sobie, że ten chuligan, jak go wcześniej w myślach określiłam, wyrzuci go, albo coś mu zrobi, a on przytulił go do swojej kurtki i powiedział – zmarznięty jakiś i głodny. Zdjął kurtkę, później sweter i tym swetrem okrył szczenię. Byłam zdumiona.
– A ty? Zmarzniesz.
– Dam sobie radę, jemu jest zimno, a ja mam jeszcze inne swetry w domu – powiedział i podał mi tego pieska. To pani piesek.
– Jak to mój ?– zapytałam – ja nie chcę psa.
Ale chłopcy powiedzieli – niech go pani zaniesie do weterynarza. Potrzebuje pomocy – i poszli.
Zostałam z tym zawiniątkiem. Zdumiona zachowaniem chłopca. Jakże się myliłam w jego ocenie.

Przecież ja nawet nie wiem czy lubię psy.

Pies, myślę. Przecież ja nawet nie wiem czy lubię psy. Nigdy nie miałam żadnego zwierzątka w domu. O nie, nie. Zaniosę go do weterynarza.

W gabinecie bardzo życzliwi ludzie puścili mnie bez kolejki. Mówię: Panie doktorze znalazłam na śmietniku pieska i przyniosłam.
-To nie schronisko – usłyszałam. Ale za chwilę jakaś pani zabrała pieska, umyła i postawiła przed doktorem.
– Ma pani książeczkę?
– Nie mam. To nie mój pies.
– Pies zawsze musi być czyjś. Kto zapłaci za wizytę?
– Ja zapłacę – powiedziałam
– Czyli pies jest pani.
– Nie. Chciałabym go oddać w dobre ręce. Nie wiem co zrobić?
– My nie zajmujemy się niczyimi psami. Od tego jest schronisko.

Dyskusja trwałaby pewnie dłużej, ale w końcu powiedziałam, tak to mój pies. Pan doktor się uśmiechnął i wypisał książeczkę zdrowia. Imię psa? -zapytał.
– Imię, nie wiem. A już wiem: Zorbi – tak nazywał się ten chłopak spod śmietnika. Słyszałam jak ten drugi mówił do niego: Zorbi tylko nie popłyń z tymi śmieciami, ha ha.

W domu

W lecznicy piesek, mój piesek, przeszedł badania, umówiliśmy się na następną wizytę i wróciliśmy do domu. Lekarz powiedział mi, że to piesek z ostatniego miotu, cokolwiek to wtedy dla mnie znaczyło. Jest nieco niedorozwinięty. Ma nieproporcjonalne części ciała. Może chorować .
Tyle informacji jednego dnia to dla mnie za dużo. Wzięłam tego psiaka, torbę jakiegoś jedzenia, które przepisał lekarz i myślałam co dalej. Po co mi pies?
W domu piesek skomlał, było mu zimno. Przytuliłam go i zabrałam do siebie pod kołdrę. Był szczęśliwy – opowiadała pani. Na drugi dzień gramolił się ciągle na kolana. Ja go przytulałam. Tak mijał dzień po dniu. Przez te 9 lat wspólnego życia przywiązaliśmy się do siebie bardzo. Dziś jeździmy i chodzimy wszędzie razem. Mieszkamy w Szczecinie, ale dziś jesteśmy w Zielonej Górze u mojej koleżanki. Jesteśmy przyjaciółmi. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. To co, że jest inny, ma swoją niepowtarzalną urodę. Jest kochany i oddany. Chorujemy na zmianę. Raz on, raz ja, ale w chorobie wspieramy się i pomagamy. Mamy tylko siebie.

Wszystkim życzę takich przyjaciół.

Dziś wiem, że w tamtym listopadowym dniu, kiedy wybierałam się na cmentarz, tak miało być. Stłuczone znicze i znaleziony przyjaciel. Myślę, że to mój mąż i syn podarowali mi tego pieska, abym nie była sama. Wiedzieli, że nigdy sama nie kupiłabym sobie psa. Dali mi taką niewinną, potrzebującą mojej miłości i pomoc istotkę, taką kochaną znajdę. Kto by pomyślał, że ja na stare lata będę przyjaźniła się z psem. A jest to przyjaźń odwzajemniona i piękna. Wszystkim życzę takich przyjaciół.
– Psinko, moja kochana, Zorbi – te słowa pani skierowała do czworonożnego przyjaciela, który położył swój pyszczek na jej kolanach.

Zaprosiłam Zorbę do naszej KrainyPsa, ale Pani podziękowała. Nie zna się na Internecie, nie ma komputera. Zgodziła się abym opisała tę historię. Na koniec dodała:

Niech pani powie wszystkim w tej waszej krainie, że nieważne jak pies wygląda, nieważne czy jest rasowy, nieważne skąd pochodzi, on zawsze ma kochane serce i chce być kochany. To najlepszy towarzysz życiowej podróży, szczególnie, gdy jesteś sam. – co niniejszym przekazuję.

 

Nawet sobie nie zdawałam sprawy, ile tajemnic siedzi w codziennym życiu naszych pupili.

Komentarze
Wczytywanie...