Ludzie bez serc

Pseudohodowcy – w dalszym ciągu plaga. Czasem rozmnażają psy dla zysku

0 9

Przyszła do nas zapłakana pani. Odwinęła zielony kocyk i położyła nam na stole śnieżnobiałego szczeniaczka. Byłem tego dnia kolejnym lekarzem, który badał malucha. Pani chciała się upewnić, czy psiak ma szanse; opowiedziała, co się wydarzyło: uzbierała pieniądze i kupiła wymarzonego, rasowego pieska.

Miał być z rodowodem. Jechała po niego na drugi koniec Polski. Hodowca dał jej psiaka, wręczył dokumenty i zainkasował pieniądze. Zapewnił, że z pieskiem jest wszystko w porządku… dokument nie był niczym innym jak ładnie wyglądającym certyfikatem jakiegoś prywatnego stowarzyszenia hodowców; w książeczce psiak miał wbity numer mikroczipa i szczepienia, leki odrobaczające. Obok jakieś rozmazane dziwne pieczątki. Szczenię było w złym stanie, stanowczo zbyt małe na czipowanie, odrobaczone i zaszczepione w ciągu jednego dnia – co woła o pomstę do nieba… badanie wykazało, że maluch ma poważne wady genetyczne, w tym brak uzębienia – jeśli cokolwiek wyrośnie, z pewnością nie będzie kompletem zębów. prawdopodobnie rodzice pieska byli blisko spokrewnieni, zbyt blisko…

To nie pierwszy przypadek, dwa miesiące wcześniej przyszła do nas właścicielka yorka, którego nabyła od hodowcy, który na odbiór zwierzęcia umówił się przed centrum handlowym. Wziął pieniądze, dał szczeniaka i zniknął. Tego wieczora maluch odszedł na wirusówkę, nie można było nic zrobić. Widzicie mnie na zdjęciu z pięknym, starym mastifem – on też był odebrany z hodowli w stodole, miejscu bez ogrzewania, gdzie walały się szczątki martwych psów i hulały szczury; pies piękny, ale z uszkodzoną trzustką.

Pseudohodowcy – w dalszym ciągu plaga. Czasem rozmnażają psy dla zysku, czasem z głupoty – pamiętam panią z dwoma owczarkami, które były bardzo agresywne, oba miały dysplazję. I mimo tłumaczeń, że nie nadają się do rozrodu, są rozmnażane a szczenięta bez problemu znajdują nabywców. „Mój pies – moja sprawa” twierdzą rozmnażacze. A zwierzak nie jest rzeczą, ani pluszakiem ani maszynką rozrodową, to czująca i myśląca istota. Myślącą istotą jest też człowiek, ale sprzedając i kupując psy bez krzty odpowiedzialności i rozsądku uczynił psom piekło na ziemi…

Na szczęście są właściciele psów, którzy podejmują poważną decyzję o rozmnożeniu psa, bo jest zdrowy, piękny i ma dobry charakter. Właścicielka kilku seterów ucieszyła się z udanego krycia i porodu swojej suczki. Ale potem okazało się, że zrobiwszy casting wśród potencjalnych nabywców szczeniąt, sprzedała tylko jedno. Pozostałe pozostały z nią. A ponieważ setery muszą mieć dużo swobody, pani kupiła działkę ze stawkiem i tylko zimę spędza z psami w mieście. Zaprzyjaźniony hodowca sznaucerów również co dwa lata rozmnaża swoje pupile. Rodzice są przebadani genetycznie, a dzieci w porę odrobaczone i porządnie zaszczepione. To oczywiście kosztuje i cena szczenięcia jest niemała, ale w koszcie zakupu jest gwarancja, że piesek nie sprawi kłopotów zdrowotnych i wychowawczych przy właściwej opiece nowego właściciela.

 

Reasumując, z handlem zwierzętami jest jak z rynkiem samochodowym – dopóki ludzie, których stać na rower będą chcieli mieć w tej cenie mercedesa i zrobią wszystko by tak go kupić, będzie się sprzedawać podróbki, składaki i kradzione; a na rynku zwierzęcym będą królować rozmnażacze. Rada jest jedna – trzeba zaszczepiać u ludzi zdrowy rozsądek i nie tworzyć popytu na tanie szczenięta modnych ras…

Tomasz Kutrzuba

Komentarze
Wczytywanie...