Przygody Psa Raptusia. Odcinek 20

0 296

Raptuś posmutniał jeszcze bardziej. Chudł w oczach personelu. Pani Dyrektor postanowiła wysłać go następnego dnia do Poznania na leczenie do psiego psychologa.

Ola po powrocie ze szpitala zajęła się drukowaniem plakatów o zaginionym Raptusiu. Wybrała jego najładniejsze zdjęcie i napisała:

Dnia 5 listopada 2012 roku, w okolicach Parku XX-lecia zaginął kochany kundelek RAPTUŚ. Jest biały z czarną plamką, ma 3 latka. Dla znalazcy nagroda 1000 zł. Prosimy o kontakt pod nr tel. 782 666… Zrozpaczona Ola i babcia

Nagrodę 1000 zł ufundowała babcia ze swojej niewielkiej emerytury.

Marek od kilku dni w pracy jest jakby nieobecny. Myślami jest zupełnie gdzie indziej. Zauważyli to nie tylko jego koledzy, ale i sam szef.

– Marku, widzę że ten zaginiony piesek był dla ciebie kimś bardzo ważnym. Tak mocno to przeżywasz –  zagadnął rano szef – a z córką już wszystko dobrze?
– Tak dziękuję, jest już w domu.
– Widzę, że i tak nie możesz skupić się na zawodowych sprawach, to wysyłam cię dzisiaj do naczelnego, zawieziesz mu nasze projekty do Poznania. Miał być u nas, ale zachorował i czeka na te dokumenty w domu. Pojedziesz?
– Jak trzeba to pojadę szefie – odparł smutno.

Marek spojrzał na zegarek. Dochodziła 11.00. Zabrał dokumenty. Wykonał telefon do naczelnego, że już do niego wyjeżdża i ruszył w podróż. Z łatwością odnalazł wspaniały dom szefa. Piękna willa otoczona była wspaniałym ogrodem. Przy wejściu powitała go elegancko ubrana gosposia. Zaprowadziła do salonu. Po chwili wszedł naczelny z nogą w gipsie. Podpierał się kulami.

– Witam, Panie Marku, jak podróż?- zapytał.
– Dziękuję, trafiłem bez problemu.
– Widzi pan, przydomowiło mnie trochę – zaśmiał się szef. Służbową niejako rozmowę w pewnym momencie przerwał wchodzący na 3 łapach pies.
– O widzi pan, panie Marku. Teraz wiem jak się czuje mój piesek.
– To pański pies?- zapytał zdziwiony.

– Tak, kochane psisko. Zabrałem go kiedyś ze schroniska. To nic, że ma naddarte ucho i nie ma łapki. To najlepszy przyjaciel. Ktoś znalazł go w lesie przywiązanego do drzewa. Chciał się biedak uwolnić. Pchał łepek i zahaczył uchem o kolczatkę, którą miał na szyi.  Łapę wsadził, bo chciał uwolnić ucho i tak już pozostał w tej pułapce, aż go ktoś nie znalazł.  Łapki nie udało się uratować. Ucho zostało przyszyte, ale tego małego brakującego fragmentu już nie ma. Rufus, tak go nazwaliśmy świetnie chodzi na trzech łapach. Jest mi tak wdzięczny, że zawsze po przyjściu z pracy przynosi mi kapcie. To kochane psisko. Jest u nas już 6 lat. Gdybym takiego drania dorwał to nie wiem, co bym mu zrobił.

Markowi zrobiło się słabo. Sięgnął po szklankę wody.
–  Widzę, że i pan też jest cięty na tych zwyrodnialców. Ano taki jest świat.

Marek nie był w stanie słuchać słów szefa. Myślał, że wszyscy ci z wyższych sfer, myślą podobnie jak Aldona. Kundel to nie pies. Agnieszka tak chciała pieska rasowego. Myśli kłębiły mu się w głowie. Ola, biedna Oleńka. Co ja zrobiłem? Po wyjściu postanowił odszukać Raptusia bez względu na to, co powie Agnieszka.

– Dlaczego wcześniej nie pomyślałem o schronisku? Pewnie tam go odwieźli! – poczuł, że jeszcze nie wszystko stracone. Znajdzie go, na pewno go znajdzie. Zrobi wszystko, aby Raptuś wrócił do domu. To przecież takie kochane psisko. Nie ważne, że kundel. To nasz Raptuś.

Wracał do domu pełen nadziei. Kiedy zbliżał się do swojego miasta, zadzwonił telefon. To dzwoniła Ola.

– Tatusiu, znalazł się Raptuś. Dałyśmy z babcią ogłoszenia na osiedlu i pobliskich szkołach i taka Zosia, która pracuje w schronisku zadzwoniła, że taki piesek jest u nich, został przywieziony 6 listopada. Tatuś jest Raptuś. My już z babcią tam jedziemy – krzyczała do słuchawki szczęśliwa Ola

– Olu poczekajcie na mnie, ja już jestem blisko domu pojedziemy razem.
– Dobrze Tatusiu – krzyczała przez łzy uradowana dziewczynka.

Marek poczuł ulgę. Wszystko naprawi. Jeszcze wszystko będzie dobrze. Biedny Raptuś znalazł się. Jest. Żeby to tylko nie była pomyłka. Żeby to był ich piesek. Agnieszka nic nie wiedziała o znalezionym Raptusiu. Ola wielokrotnie do niej dzwoniła, ale pani dyrektor zawsze w pracy wyłączała swój prywatny telefon.

Marek nawet nie wysiadał z samochodu. Babcia z Olą czekały na niego pod blokiem. Ola dostała rumieńców. Była tak radosna, że Markowi trudno było w to uwierzyć. Jak mógł zrobić córce coś takiego. Tę tajemnicę zabierze chyba ze sobą do grobu. Kiedy cała trójka wpadła do schroniska, okazało się, że rano piesek pojechał do Poznania do psiego psychologa. Pani dyrektor jeszcze wtedy nic nie wiedziała o poszukiwaniach pieska przez rodzinę. Była bardzo zaskoczona, że to zaginiony i kochany przez rodzinę piesek, był przecież bez obroży. Pokazała im zdjęcia znalezionego pieska

– Tak to Raptuś, mój Raptuś. A co mu się stało w łapkę?- zapytała Ola.

Pani dyrektor opowiedziała całą historię, o tym że ktoś musiał rzucić w niego kamieniem, o jego smutku, braku jedzenia, tęsknocie.

– Dla jego dobra wysłaliśmy go samochodem do psiego psychologa. Marek otrzymał adres schroniska w Poznaniu. Natychmiast zadzwonił i potwierdził swój przyjazd. Chciał jechać jeszcze dziś, ale poinformowano go, że schronisko za pół godziny jest zamykane i żeby przyjechał jutro. To były piękne chwile dla Oli, Marka i babci. Szkoda tylko, że dopiero jutro go przywiozą. Ale jest! Jest Raptuś! Najważniejsze, że się znalazł.
Agnieszka nie była zadowolona. Wieczorem pokłóciła się z Markiem. Julce było to zupełnie obojętne. Ola nie mogła zasnąć z radości. A Marek? Marek miał wielkie wyrzuty sumienia, ale uspokojony znalezieniem pieska, zasnął spokojnie.

Komentarze
Wczytywanie...