Przygody Psa Raptusia. Odcinek 7

0 87

Agnieszka prosto z pracy jechała do domu. Chciała być jeszcze przed wszystkimi domownikami. Dzisiaj przecież urodziny Raptusia. Miała pełne ręce roboty. Postanowiła udekorować dom balonami i serpentyną, tak jak to zawsze robi na urodziny dziewczynek. Musi upiec ulubione wątrobowe ciasteczka dla Raptusia i ciasto dla gości. Będzie przecież babcia Ania, rodzice Marka, koleżanka Oli i jej mały York Bili.

Prezentem dla Raptusia  zajął się tata Marek.  Po pracy wstąpił do sklepu zoologicznego i kupił piękną  skórzaną obrożę. Zadaniem dziewczynek było przygotowanie zabaw i konkursów. Zabawa zapowiadała się super. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali urodzin pupila.

Agnieszka krzątała się po kuchni, piekła, miksowała, dmuchała balony, ale myślami była gdzie indziej. Dziś po raz pierwszy pokłóciła się ze swoim dyrektorem i przyjacielem jednocześnie. Wie, że postąpiła nieuczciwie, ale czy przyjaciel nie może przymknąć na to oczu. Była na niego wściekła. Otóż starając się o awans nauczyciela dyplomowanego, w planie rozwoju umieściła szereg różnych działań, projektów, innowacji. Z różnych względów nie zdążyła ich zrealizować. Bardzo jednak chciała się nimi pochwalić. Przed wakacjami w rozmowie z dyrektorem zaproponowała, że umieści je w swoich dokumentach i opisze tak jakby były zrealizowane. Dyrektor nie zgodził się. Podpowiedział Agnieszce, aby opisała sam projekt bez realizacji i podała datę jego wykonania. Już wtedy była na niego zła. Wielki dyrektor – pomyślała i nie zamierzała go posłuchać. Umieściła wszystkie projekty, jako zrealizowane, nawet opisała wnioski z tej niby pracy. Co mi zrobi? – pomyślała.

No i właśnie dzisiaj dyrektor wezwał Agnieszkę na rozmowę i w bardzo oficjalny sposób poinformował, że nie akceptuje dokumentacji dotyczącej awansu na nauczyciela dyplomowanego i za oszustwo wystawia ocenę negatywną. Zaproponował dodatkowy 9 miesięczny okres na wykonanie opisanych projektów. Wściekła Agnieszka nagadała dyrektorowi wiele cierpkich słów, trzasnęła drzwiami i wyszła. Odwołam się do Kuratorium-krzyknęła w pośpiechu. Wiedziała, że tak nie traktuje się dyrektora, ale dla niej był przecież dobrym przyjacielem. Też mi przyjaciel – myślała – jak mógł wystawić jej ocenę negatywną. Co z tego, że trochę nakłamała. Wszyscy kłamią.

Przygotowując ucztę ukochanemu Raptusiowi starała się o tym nie myśleć, ale nabita głowa problemami w pracy nie dawała jej spokoju.

Marek tymczasem wesoły i radosny wrócił do domu z obrożą. Przywitał się z Raptusiem i pomógł Agnieszce w przygotowaniach. Kolorowe balony poruszały się z każdym jego ruchem. Piesek radośnie biegał raz za Agnieszką raz za Markiem. Wkrótce wróciły dziewczynki i przyjechała babcia Ania.

Wszystko było zapięte na ostatni guzik. Agnieszka uśmiechała się także. Postanowiła nic nikomu nie mówić, aby nie zepsuć takiego ważnego dnia. Raptuś ma roczek. Przypomniała sobie jak niedawno urządzała roczek Julce, a później Oli. Tyle lat już minęło.
O godz. 17,00 przyszli pozostali goście, rodzice Marka i koleżanka Oli z Bilim.

Wszyscy chórem zaśpiewali Raptusiowi piosenkę ułożoną przez Olę:

-„ Niech nam Raptuś żyje, nigdy nie utyje, zawsze zdrowy będzie i kochany wszędzie, Żyj pieseczku nam, rapta tam, rapta tam”

Oczywiście wtórowała Ola. Wszyscy pozostali czytali słowa z przygotowanych przez nią karteczek. Śmiechu było, co niemiara. Nawet Bili śpiewał szczekając. Tylko Raptuś siedział dumnie na najwygodniejszym, jaki  tylko był w domu, fotelu. Ola pomogła pieskowi zdmuchnąć świeczkę i pewnie też za niego pomyślała życzenie. A może Raptuś też coś pomyślał. Nie wiadomo. Szybko zabrał się za zajadanie ciasteczkowego tortu.

Każdy z gości podchodził do Raptusia i składał mu życzenia. Oczywiście były  i prezenty. Piesek dostał mnóstwo zabawek, piłeczkę, kocyk, podusię do spania, nową smycz i smakołyki. Julka rozpoczęła zabawy w aportowanie. Raptuś i Bili prześcigali się w przynoszeniu zabawek. Później był mecz piłki nożnej. Ola z Raptusiem przeciwko koleżance z Bilim. Mecz zakończył się remisem 5:5. Na końcu były zabawy w zagadki i zgadywanki o pieskach. Wygrał oczywiście Marek. Miał największą wiedzę o życiu tych czworonożnych przyjaciół.

Zabawa była tak udana, że nie wiadomo, kiedy zapadł zmrok. Raptus z Bilim ze zmęczenia padli i razem leżeli w legowisku.  Rodzice Marka pożegnali się i odjechali.  Marek odprowadził do domu koleżankę Oli z Bilim. A babcia Ania została na noc. Jutro rano pojedzie do domu.

Ola z Julką były tak podekscytowane tym dniem, że nie mogły zasnąć. Długo jeszcze rozmawiały ze sobą. To było wspaniałe urodzinowe popołudnie.

Marek miał jeszcze dużo pracy. Od kiedy został kierownikiem, przybyło mu wiele obowiązków. Był bardzo zadowolony. Jego pracę doceniali przełożeni. Zarabiał coraz więcej.  Był szczęśliwy. Rodzina, dom, fajna praca, kochana żona, wspaniałe córki i uwielbiany pupil. Czegóż chcieć więcej? – rozmarzył się i uśmiechnął sam do siebie. Życie jest piękne.

Komentarze
Wczytywanie...