Przygody Psa Raptusia. Odcinek 6

0 56

Raptuś spał już w swoim łóżeczku, a babcia gotowała dla niego jego ulubione mięsko z warzywami i ryżem. Zadzwonił dzwonek do drzwi. W progu stała pani Ela.

– I co Aniu, co z Raptusiem? – zapytała zanim zdążyła się przywitać. – Nie mogłam spać całą noc, tak się martwiłam. Z moim Milusiem wszystko w porządku, już biega po ogrodzie. A co z Raptusiem? Co powiedział doktor?

– Właściwie to niby nic mu nie jest. W poradni zrobili wyniki i wszystko w porządku. A to, że się trzęsie, jest niespokojny to prawdopodobnie efekt osamotnienia, ucieczki, nocy spędzonej pod lasem. Zmarzł, przestraszył się. No i tęskni za rodziną. Dostał zastrzyk i jeszcze śpi.

Panie cichutko weszły do pokoiku, gdzie spał Raptuś.  Popatrzyły na niego i wyszły, aby go nie zbudzić. Ale piesek czujnym okiem obserwował, co się dzieje i jak panie wyszły z pokoju poszedł za nimi.

– O i jest nasz chory piesek, bidusia malutki. Powiedziała babcia. – Tęsknisz za swoimi, wiem i pogłaskała go po małym łepku.

– Nie można się nad nim tak użalać. Trzeba mu pokazać, że wszyscy jesteśmy weseli i nic się złego nie dzieje. Chodź piesku na ogród. – zawołała pani Ela.

Piesek  powoli szedł za panią Elą. Nie był ani radosny ani szczęśliwy. Po chwili wrócił do kuchni, powąchał swoje ulubione danie w miseczce i położył się w przedpokoju.

– Widzisz Elu, nic nie je, jest osowiały i smutny. Pewnie coś go boli.
Babcia pochyliła się i wzięła Raptusia na kolana.
– Co ci piesku jest? – zapytała, chociaż zdawała sobie sprawę, że i tak na to pytanie nie znajdzie odpowiedzi.
– Może przyprowadzę Milusia i pójdziemy na spacer?
– O nie! Już ten Miluś wyprowadził mojego pieska na manowce. Lepiej niech się nie spotykają.

Pani Eli zrobiło się bardzo przykro. Pożegnała się szybko  i wyszła.

Babcia przez cały dzień tuliła pieska i nie odstępowała go na krok. A im więcej się nim zajmowała tym bardziej piesek był osowiały i smutny.

– Biedny piesek, biedny, chory malutki  może coś zjesz? – i babcia wkładała mu do pyszczka kawałki mięska. Raptuś niektóre z nich zjadał a niektóre wypluwał na podłogę.

Wieczorem, babcia była już bardzo zmęczona. Pomyślała, że jutro znów pójdzie do lekarza. Muszą coś zrobić. Piesek jest taki chory. Przytuliła się do Raptusia i tak razem zasnęli na kanapie.  Dzwonek telefonu zbudził babcię i pieska. To Agnieszka dzwoniła z Włoch.

– Cześć Mamo! Co u ciebie słychać? Wszystko dobrze? Jak tam Raptuś nie dokucza ci? U nas jest piękna pogoda.  Teraz siedzimy na tarasie …… Agnieszka mówiła jak najęta. Babcia tylko przytakiwała. Nic nie wspomniała o chorobie pieska. Po co mają się martwić- pomyślała.
Później do słuchawki podbiegła Ola – Babciu, babciu daj do telefonu Raptusia. Piesek usłyszał znajomy głos i aż się ożywił. Rozglądał się wszędzie jakby szukał znajomej postaci. Zdezorientowany położył się i zasnął.

Babcia nie opuszczała Raptusia ani na chwilę. Razem spali, razem wychodzili do ogrodu, razem jedli śniadanie. I razem pojechali do lekarza.

Tym razem weterynarz także nie doszukał się żadnej choroby. Wytłumaczył babci, że nie może się nad nim użalać. Piesek tęskni za swoją rodziną. Polecił, aby babcia znalazła jakiś sweterek jego ukochanej pani i dała pieskowi do jego legowiska.

– Dobrze, że Ola zostawiła kilka swoich bluzeczek – westchnęła pani Ania. Wyciągnęła z szafy  jedną z nich i położyła obok Raptusia. Piesek obwąchał dokładnie, pokręcił się w legowisku w kółko i położył łepek na bluzce Oli. A kiedy babcia gotowała obiad piesek przyszedł do kuchni, przyciągnął  w zębach bluzeczkę Oli i położył się na niej obok stołu.

– A tego ci brakowało pieseczku?  No to czekaj. Zaraz zrobię ci niespodziankę.  Wszystkie ubrania, jakie Agnieszka z mężem i dziećmi pozostawili u babci zostały umieszczone w różnych miejscach domu. Na kanapie, na podłodze, w przedpokoju, na łóżku,  w kuchni. Po prostu wszędzie. Piesek biegał od jednego do drugiego, nawet je szarpał i ciągał. Dobrze, że tego nie widzą – pomyślała babcia – dopiero by  mi się oberwało. Ale co tam! Teraz ważny jest piesek.

Wieczorem zapukała pani Ela.

– Przyniosłam dla pieska ciasteczka wątrobowe. Mój Miluś bardzo je lubi – i nagle przypomniała sobie, że pani Ania nie lubi jak wspomina Milusia, szybko  więc dodała –Raptusiowi będą smakować. Musi coś jeść. Nie może głodować.

Nagle spod hałdy ubrań wygramolił się mały piesek i podbiegł do pani Eli po ciasteczka. Chrupał aż mu się uszy trzęsły.  Pani Ela spojrzała na mieszkanie babci i zdziwiona zapytała – A co to Aniu, robisz generalne porządki i wyrzucasz ubrania?

– Nie – odparła babcia – to są ubrania córki i wnuczek. Raptuś czuje ich zapach i jest weselszy.
– A jak je poszarpie, wybrudzi?
– Samopoczucie pieska jest ważniejsze – obie panie spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem. Znalazły lekarstwo na chorobę Raptusia. Piesek tymczasem zjadł wszystkie ciasteczka i  nawet mięsko z miseczki. Zaciągnął sweterek Julki na legowisko i smacznie zasnął.

Babcia po kilku nieprzespanych nocach po raz pierwszy też zasnęła. Rano obudził ją Raptuś. Siedział  na jej poduszce, a w zębach trzymał małego pluszowego misia i zachęcał babcię do zabawy. Zrzucał zabawkę na podłogę i łapką prosił babcię, aby mu ją podnosiła i tak w kółko.

– No Raptusiu wstajemy. Mamy dużo roboty. Jutro podróżnicy wracają z wakacji.  Musimy zrobić porządki.

Raptuś pomachał ogonkiem i pobiegł za babcią.

Komentarze
Wczytywanie...