Przygody Psa Raptusia. Odcinek 5

0 47

Dni nowego roku mijały szybko. Agnieszka przygotowywała się do swojego egzaminu na nauczyciela dyplomowanego. Zbierała wszystkie dokumenty potwierdzające jej pracę z uczniami. Nie wszystko mogła zrealizować. Brakowało czasu. A do tego klasówki, sprawdziany i przygotowywanie uczniów do testu szóstoklasisty. Agnieszka miała bardzo dobre układy z dyrektorem szkoły. Zawsze mogła liczyć na jego pomoc. Byli przecież dobrymi przyjaciółmi jeszcze zanim pan Michał został dyrektorem.  Czasami nawet wykorzystywała tę znajomość bez zgody i wiedzy przyjaciela.

Julka i Ola chodziły do tej samej szkoły, w której uczyła Agnieszka. Nie były jednak uczennicami swojej mamy. Julka była niezwykle pilną uczennicą. Do sprawdzianu kończącego szkołę podstawową przygotowywała się bardzo solidnie. Chciała zdobyć maksymalną ilość punktów 40.

Ola, uczyła się dobrze, ale nie była pilną uczennicą. Zawsze wolała inne zajęcia niż naukę. Pięknie recytowała wiersze, śpiewała i tańczyła w szkolnym zespole.  Miała mnóstwo koleżanek i kolegów. Z chłopakami grała nawet w piłkę nożną.

A Marek? Marek jak tylko objął stanowisko kierownika działu na nic nie miał czasu. Do pracy wyjeżdżał wcześnie rano i wracał późnym wieczorem. Miał wiele spraw do załatwienia i mnóstwo ludzi do rozliczenia. Był jednak zadowolony, w wolnym czasie spotykał się z szefostwem firmy, zarabiał dużo więcej. Liczył się w firmie.

A co na to nasz Raptuś?  Raptuś rósł, rósł i rósł. Był dobrze ułożonym pieskiem, kochanym przez całą rodzinę. Pomimo wielu zajęć każdy znalazł zawsze trochę czasu, aby pobawić się z pieskiem, nawet zapracowany tata.

Wyjazd do babci odkładany był z miesiąca na miesiąc. Nigdy nie pasowało wszystkim na raz. Jak mama mogła to tata był zajęty i tak w kółko. Na Wielkanoc babcia wyjechała do Włoch do swojej młodszej córki, siostry Agnieszki.  W końcu cała rodzina zadecydowała, że do babci pojadą na wakacje. Będą tam 2 tygodnie, a później pojadą do Włoch.

Dnia 3 lipca, babcia krzątała się w domu już od samego rana. Piekła ulubione ciasta; sernik dla Agnieszki, ptysie dla dziewczynek i jagodowe bułeczki dla zięcia. Dla Raptusia ugotowała mięsko z marchewką i ryżem, według przepisu Agnieszki. Pokoje gościnne czekają już na przyjazd gości. Babcia mieszka w dużym domu na przedmieściach Wrocławia.  Ma wielki ogród, a w nim pełno kwiatów i warzyw. Są truskawki, maliny, poziomki, rabarbar, zresztą, czego tam nie ma…

– No nareszcie – powiedziała babcia, kiedy zobaczyła wesołą rodzinkę wysiadającą z samochodu.  Raptuś sam wyskoczył z auta.

Babcia wyściskała wszystkich po kolei, wzięła Raptusia na ręce i mocno przytuliła.
– aleś ty piesku urósł!

Podróżni zabrali swoje bagaże i ruszyli w stronę domu.

Po obiedzie cała rodzinka przeszła do ogrodu. Babcia podała soki i ciasto. Tata pozamykał bramy i bramki, a Raptuś był w swoim żywiole. Biegał skakał, przynosił piłeczkę, którą rzucały mu Julka i Ola. Pobyt u babci był radosny i szczęśliwy dla wszystkich.  Dwa tygodnie szybko minęły. Raptuś uwielbiał babcię, a babcia jego. Cała rodzinka nie miała już cienia wątpliwości, że jak wyjadą na tydzień do Włoch, do siostry Agnieszki to piesek zostanie z babcią.

Pożegnaniom nie było końca. Najpierw wszyscy żegnali się z babcią, później z Raptusiem, później znów z babcią. To znów Raptuś się żegnał. W końcu rodzinka odjechała, a piesek został sam z babcią. – No piesku, zostaliśmy sami – musisz się mnie słuchać, zaśmiała się babcia.
Ale długo sami nie byli. Do starszej pani przyszła sąsiadka ze swoim Milusiem – pieskiem podobnym do Raptusia, tylko, że całym czarnym.

– Widziałam sąsiadko, że rodzinka pojechała. Przyniosłam kruche babeczki do kawy. Posiedzimy sobie w ogrodzie – powiedziała sąsiadka, pani Ela
– Proszę, proszę – zapraszała babcia Ania – nie wszyscy wyjechali. Został piesek. I babcia pokazała śpiącego Raptusia.
– O to wspaniale, mój Miluś będzie miał się, z kim bawić.

Pieski obwąchiwały się powoli i delikatnie. W końcu zaczęły się bawić, biegając w kółko po ogrodzie. Co pewien czas Raptuś biegał  wokół bramy jakby czekał na przyjazd swojej ukochanej rodziny. Już tęsknił za nimi. Babcia wtedy wołała go do siebie i głaskała po grzbiecie. Uspokojony na chwilę piesek znów  bawił się z Milusiem.

Panie zajęły się sobą. Rozmawiały o polityce, rodzinie, o książce, która pani Ela pożyczyła od babci. Piły kawę, jadły ciasto i nim się obejrzały zrobił się wieczór.

– Gdzie te nasze pieski? – zapytała pani Ela
– Pewnie siedzą w kwiatkach, ostatnio je tam widziałam.

Panie zaczęły nawoływać: – Raptuś, Miluś, chodźcie pieski. Ale pieski nie przybiegały. Zmartwione panie poszły ich szukać. Z przerażeniem zobaczyły zrobiony podkop pod ogrodzeniem i domyśliły się, że pieski uciekły z ogrodu.

Babcia stanęła jak wryta. Moja rodzina nigdy mi tego nie wybaczy, że nie dopilnowałam im pieska. Co ja zrobiłam, płakała babcia.

– Nie martw się Aniu- rzekła sąsiadka. Mój Miluś zna drogę do domu. Na pewno się znajdą.

Na dworze było już zupełnie ciemno. Babcia chodziła po okolicy i nawoływała Raptusia, ale nigdzie go nie było. Zmęczona zasnęła na werandzie. Rano, usłyszała pukanie do drzwi. To pani Ela.

– Aniu, chodź pójdziemy w stronę lasu. Mój Milus uwielbia tam chodzić.
– Zgoda, chodźmy-  pani Ania szybko założyła buty i zamknęła drzwi .

Babcia zmęczona i zapłakana, wołała ciągle: Raptuś, Raptuś – ale wszędzie panowała głucha cisza.

Nagle spod wysokich krzaków ukazały się dwa czarne pieski i podbiegły do pań.

– O mój Miluś jest! Ale gdzie Raptuś i co to za piesek?

Czarny, brudny  od ziemi i piasku piesek, skakał z radości, kiedy zobaczył babcię

– Raptusiu, to ty?- zapytała babcia – ojej jakiś ty brudny, gdzieś ty był piesku? Babcia ze łzami w oczach przytuliła pieska do siebie. Nie puściła go już ani na chwilę. Zaniosła prosto do domu.
– Musimy teraz nasze brudaski wykąpać – powiedziała sąsiadka.
– O tak, nie wiem, czy na mojego Raptusia podziała jakikolwiek szampon, taki jest brudny – zaśmiała się w końcu babcia.

Raptuś był szczęśliwy, że babcia go odnalazła. Cały się trząsł z zimna i z głodu. Już nigdy nie ucieknie – pomyślał.

Babcia wsadziła pieska do wanny, namydliła gąbkę szamponem, który Agnieszka zostawiła specjalnie dla pieska i wyszorowała brudaska. Po kąpieli wytarła go ręcznikiem i wysuszyła suszarką, wszystko tak  jak mówiła córka. Zapomniała o jednym. Z tego wszystkiego nie zabezpieczyła wacikami uszu i woda dostała się do jego uszek. Ale babcia chwyciła ręcznik i dokładnie uszy wysuszyła.

Raptuś zjadł i od razu zasnął. Babcia też  położyła się na kanapie i zasnęła.   Przespali tak cały dzień. Wieczorem, babcia obudziła się i zajrzała do Raptusia. Piesek leżał w swoim legowisku i ciężko oddychał.

– Co ci jest piesku ?- zapytała babcia

Ale piesek nie podnosił się i nie merdał ogonkiem. Był nawet na babcię zły, że go rusza i dotyka.

– Raptusiu, co ci jest? Ja nie wiem, co robić! Leż tu pieseczku, ja zaraz wrócę – babcia ubrała się w pośpiechu i pobiegła do sąsiadki. Obie zdecydowały, że nie ma, na co czekać tylko jak najszybciej należy zawieźć pieska do lecznicy weterynaryjnej.  Babcia zawinęła pieska w kocyk włożyła do jego torby i pobiegła w stronę samochodu.

Komentarze
Wczytywanie...