Przygody psa Raptusia. Odcinek 3

0 114

To był wspaniały tydzień dla całej rodziny i dla Raptusia.  Szczęśliwy szczeniaczek skończył właśnie 8 tygodni. Jutro razem z Olą i tatą idzie z pierwszą rodzinną wizytą do weterynarza.

Marek z ledwością wyrwał się z pracy. Takie zamieszanie. Kierownika zabrało pogotowie, a  jego wydział miał przygotować odczyt na temat:  Prawidłowe relacje z klientem.  Marek musiał zastąpić chorego szefa. Miał wielką tremę, nigdy jeszcze nie występował na tak wielkim posiedzeniu wszystkich pracowników firmy. Obecni byli także dyrektorzy i prezesi. Dla Marka było to być albo nie być. Spisał się jednak  znakomicie. Dostał owacje na stojąco. Sam prezes pogratulował mu wystąpienia. Marek był szczęśliwy. Sprostał zadaniu.

Kiedy już ochłonął, przypomniał sobie o wizycie w Poradni weterynaryjnej. Zadzwonił do Oli i potwierdził, że będzie w domu punktualnie o godz. 16 i zaraz pojadą z Raptusiem  na szczepienie. Nie może przecież zawieźć ani Oli ani pieska. Chętnie podzieliłby się swoim sukcesem z Agnieszką, ale żona miała szkoleniową radę pedagogiczną w szkole. Wiedział, że nie można jej przeszkadzać.

Tymczasem Ola nie mogła  doczekać  się przyjazdu taty. Z Raptusiem na kolanach, z książeczką zdrowia w ręce siedziała spokojnie na fotelu. Obok stała przygotowana torba z mięciutkim kocykiem w środku. To transporter dla pieska.  Zdążyła się już zapoznać z treścią Międzynarodowej Książeczki o Zdrowiu Psa i Kota, jaką miał Raptuś. Na stronie 4 widniało piękne zdjęcie pieska. Zrobiła je Julka, a wkleiła Ola. Pod zdjęciem Ola wpisała imię Raptuś. Dalej były dane, które wpisane były do książeczki przez panią Monikę. Data urodzenia: 8. 09. 2009, płeć: pies, rasa: pies nierasowy, maść: biało- czarna, znaki szczególne: brak.

Raptuś smacznie spał na kolanach Oli. Nagle otworzyły się drzwi i do domu wszedł uradowany tata.

– No dzieciaki, jedziemy – powiedział, tak jakby Raptuś też był jego dzieckiem – Gotowi?
– Tak jest, gotowi – odpowiedziała córka  i delikatnie włożyła Raptusia do torby.
Dziewczynka czuła się odpowiedzialna za swojego pieska. Była bardzo dumna, ale i trochę zdenerwowana.
– Tata, a czy Raptusia będzie bolało?  Czy będzie płakał? – zapytała.
– Takiego dzielnego pieska? Zapewniam cię, że nawet nie poczuje. To odważny psiak. – śmiał się tata.

W samochodzie piesek i Ola siedzieli na tylnym siedzeniu. Raptuś grzecznie spał w swojej torbie, a Ola patrzyła na niego swoimi wielkimi niebieskimi oczami. Myślała, jaki on piękny i kochany.

W poczekalni weterynaryjnej było dużo ludzi i dużo pacjentów. Ola myślała, że będą tam same pieski, ale myliła się. To poradnia dla zwierząt, były psy, koty, królik i dwa chomiki. Poczekalnia była dość duża i było dużo krzeseł, ale  wszystkie  były zajęte. Co prawda, Raptuś był umówiony na godzinę 16.30, ale Pani recepcjonistka poinformowała pana Marka, że pan doktor, do którego zarejestrowany był Raptuś, ma w tej chwili operację kotka z wypadku. Kota potracił  samochód i czas oczekiwania wydłuży się. Ola nawet cieszyła się z takiego obrotu sprawy. Nigdy nie była u weterynarza. Teraz będzie miała okazję poznać tajniki pracy ze zwierzętami.

Dziewczynka  rozglądała się uważnie. Czytała wszystkie tabliczki na drzwiach: gabinet nr 1, gabinet nr 2, gabinet nr3, gabinet nr 4, gabinet zabiegowy, sala operacyjna. Za drzwiami w tej sali trwała operacja kotka. Biedny kotek – pomyślała.

– Patrz Olu, my do pana doktora Macieja Kozłowskiego, to gabinet nr 3 – powiedział cicho tata.
– Widzisz Raptusiu, my idziemy do gabinetu nr 3 – powtórzyła informacje pieskowi, który dzielnie i z wielkim zaciekawieniem wychylał mały łepek z torby.

Kiedy zwolniły się miejsca siedzące, tata wraz z Olą i Raptusiem usiedli przy oknie. Obok  Oli siedziały dwie  nastolatki, a obok  Marka, starsza pani z wielkim psem.  Szczeniaczek przyglądał się owczarkowi niemieckiemu, który leżał obok nogi swojej pani. Ola zaś przysłuchiwała się rozmowie dziewcząt  z klatkami, w których poruszały się jakieś małe zwierzątka.

– Wiesz Wiki, mój Bakuś jest taki słodki, że nie chciałabym mieć innego zwierzaka. Ostatnio nauczył się otwierać klatkę i wychodzić  z niej. Biega po pokoju, a na moje zawołanie – Bakuś, Bakuś  – przybiega i ja  go wtedy łapię i wsadzam do klatki. Nauczył się też wchodzić na moją kanapę i siedzi tam cichutko. To niewiarygodne, aby chomiczek był taki mądry.

– Myślę- odezwała się druga – że każde zwierzę jest mądre, jeżeli się z nim przebywa, mówi do niego i go kocha.  Mój króliczek też chodzi po domu. Jak go przyniosłam od koleżanki, był taki dziki, wszystkiego się bał, syczał jak wąż. A teraz jest radosny, wesoły, sam przychodzi i kładzie się na moich kolanach. Jest ufny w stosunku do innych ludzi. Ostatnio nawet ciocia mogła go pogłaskać.

Nagle otworzyły się drzwi od gabinetu nr 1 i pani poprosiła Bakusia na badania.  Dziewczyna od królika zwróciła się do Oli
– Śliczny szczeniak, jak się wabi?
– Raptuś – odezwała się Ola.
– Chory? –padło pytanie
– Nie, my tylko na szczepienie.
– A mój Królik od wczoraj jest bardzo osowiały, nie wiem, co mu jest – powiedziała ze smutkiem nastolatka.
– O, biedaczek, a jak ma na imię?
– Wołamy na niego Królik, takie ma imię, prawda króliczku – i dziewczyna pochyliła się nad klatką.

Ola pochyliła się także. Zobaczyła ślicznego białego królika, który z zaciekawieniem patrzył na nieznajomą dziewczynkę.

Do poczekalni ciągle przychodzili nowi pacjenci. Jedne pieski siedziały u swoich właścicieli na kolanach, inne pod krzesłem, a jeszcze inne rozłożone szeroko na podłodze. Jedne szczekały, inne cichutko przytulały się do ludzi. Raptuś z zaciekawieniem przyglądał się wszystkiemu i wszystkim. Ola pogłaskała go po jego małej główce. Nagle leżący dotąd owczarek podniósł się i podszedł do torby gdzie siedział mały piesio. Ola już chciała chronić swojego pupila, ale starsza pani powiedziała

– Roki, leżeć, nie wolno. Pies posłusznie położył się z powrotem.

Było już kilkanaście minut po piątej po południu. Otworzyły się drzwi i Ola usłyszała.
– Następny pacjent proszę, Raptuś.
– To my –  rzekł tata, który dotąd siedział milczący i zamyślony. Pewnie myślał o swojej pracy.

Dziewczynka z ojcem weszli do gabinetu. Raptuś został wniesiony w torbie, w której czuł się doskonale i nie chciał z niej wychodzić. Ola dała lekarzowi książeczkę, a tata postawił szczeniaczka na stole i objaśnił przyczynę wizyty.

– No to  chodź piesku, musimy  zobaczyć czy jesteś zdrowy – i pan weterynarz obejrzał oczy, uszy, ząbki, sprawdził łapki, wreszcie posłuchał jak bije serduszko i powiedział – Ten maluszek jest zdrów jak ryba. Ma piękną sierść i wesołe oczy. Widać, że jest szczęśliwy i kochany. Podamy mu teraz szczepionkę, aby uchronić go przed groźnymi chorobami, jakimi są nosówka i parwowiroza.

Pan weterynarz przygotował malutką igiełkę i delikatnie wbił szczeniaczkowi w kark. Nagle rozległ się przeraźliwy płacz pieska. O jak żałośnie płakał, jak się tulił do Oli i jak szukał pocieszenia.
– Małe szczeniaczki często płaczą, ale proszę się nie martwić, nic mu nie jest – powiedział pan doktor i pogłaskał pieska po grzbiecie- proszę mu dzisiaj masować to miejsce, żeby nie było skrzepów – a ty młoda damo – zwrócił się do Oli – opiekuj się tym brzdącem, bo potrzebuje teraz dużo opieki, obserwuj go dokładnie. Gdyby pojawiły się takie objawy jak: utrata apetytu, gorączka, wymioty, biegunka, ospałość, senność, obrzęk pyska, ślinotok, nawet agresja,  należy niezwłocznie zgłosić się do lekarza weterynarii.

Weterynarz rozmawiał jeszcze z panem Markiem o okresie kwarantanny, o pożywieniu i następnym szczepieniu, ale Ola już tego nie słuchała. Przytulała do siebie ciągle płaczącego pieska. Tak żałośnie patrzył na swoją panią, że i Ola miała łzy w oczach.
– Nie płacz Raptusiu. Już po wszystkim. Jedziemy do domku – pocieszała go.

Szczeniaczek płakał jak dziecko, jeszcze  w poczekalni. Wywołał tym samym uśmiech na twarzach innych ludzi.

-Biedne maleństwo – ktoś powiedział.

W samochodzie Raptuś, smacznie spał  w swojej torbie. Nie wiedział nawet, kiedy przyjechali do domu. Ola delikatnie wyjęła go z torby i położyła w jego domku.

– To był ciężki dzień – powiedziała
– O tak, bardzo ciężki, ale i szczęśliwy – dodał tata i pomyślał o swojej pracy.

cd za tydzień ………………….

Komentarze
Wczytywanie...