Przygody Psa Raptusia. Odcinek 27 ostatni

0 334

U babci w ogrodzie zakwitły róże: czerwone, herbaciane, białe i żółte. Wszędzie pachniało kwiatami i wiosną. Marek zamontował tam ławeczkę  dla babci i dziewczynek. To było ich tajemne miejsce. Pośród tych pięknych kwiatów znajdował się kamień, a na nim zdjęcie ukochanego pieska i napis:

RAPTUSIU BYŁEŚ, JESTEŚ I BĘDZIESZ DLA NAS NAJUKOCHAŃSZYM PIESKIEM NA ŚWIECIE.

– A wiecie, że w tym roku te róże zakwitły znacznie wcześniej. Przecież to nie jest ich pora. Nic z tego nie rozumiem – zauważyła babcia.
– Babciu, one zakwitły dla Raptusia – odezwała się Julka
– Masz rację Juleczko. Raptuś tak bardzo lubił je wąchać
– A ja myślę, że to sprawka Raptusia. Chce żeby świat pachniał dla nas różami a nie smutkiem  odezwała się Ola.

Marek zauważył, że jego młodsza córka, po tych wszystkich przeżyciach stała się bardziej dojrzała i poważna.  Czasami zaskakiwała go swoimi wypowiedziami.

– Tak, też tak myślę. To sprawka naszego Raptusia.

Agnieszka szykowała obiad w kuchni babci. Od czasu do czasu spoglądała przez okno w stronę ogrodu. Widziała, jak Marek i matka doskonale dogadywali się z dziewczynkami. W przeciwieństwie do niej. Oddalała się od wszystkich. Marek praktycznie wcale się do niej nie odzywał. Mama nie przekomarzała się z nią jak dawniej, a córki? – ciągle miały jakieś swoje sprawy.
– Ten pies nawet po swojej śmierci manipuluje naszą rodziną – pomyślała.

***

– Zosiu poczekaj – krzyknęła Julka –  ja też idę prosto do schroniska – a wiesz mój tata znów znalazł nowy dom. Tym razem dla Berka. Jeden z jego pracowników zakochał się w tym kundelku.
– Cudownie. Twój tata jest wspaniały. To już 5 piesek szczęśliwie odnajduje nowy dom przy pomocy twego taty. Gdzie on znajduje tych opiekunów?
– Powiedział, że na razie w swoim kręgu, a później będzie szukał dalej – zaśmiała się Julka.
– O patrz biegnie Olka.

Ola podbiegła zdyszana.
– Zosiu, popatrz opisałam całą historię tej małej suni. Nazwałam ją Tusia. Ładnie?
– Dziewczynki jesteście kochane. Tyle robicie dla schroniska. Szkoda, że nie poznałyśmy się wcześniej. Ale nadrobimy to – roześmiała się Zosia.
– Pospieszmy się. Pewnie już minęła 15 – sta!
– Nie jeszcze nie minęła – powiedziała stanowczo Ola i spojrzała w górę.
– A ty co, po słońcu poznajesz? – zaśmiała się Zosia.
– Po słońcu nie, ale po wiaterku.
– Olka ty jak coś powiesz to boki zrywać  – skomentowała siostra.

Nagle grzywka Oli zaczęła wykonywać dziwne ruchy. Ola podniosła rękę w górę i pomachała przyjaźnie. Zaśmiała się radośnie. Raptuś zawsze ją wyprzedzał, zawsze chciał być pierwszy w przekazywaniu pozdrowień. Ola pozwalała mu na to. To smerdanie ogonkiem po czole było urocze. Spojrzała w górę i przekazała serdecznego buziaka.

– No dziewczynki teraz to już minęła 15-sta. Biegniemy? Kto szybciej będzie w schronisku? – zawołała Oleńka.

***

Agnieszka przygotowywała się do konkursu. Ostatnie dni upływały jej pod niezwykle złym humorem. W domu ciągle była sama. Nawet nie wiedziała, co tak pochłania jej córki i męża. Kiedy o to pytała odpowiadali, że pomagają pieskom. Jakim pieskom znowu – dziwiła się i na tym rozmowa się kończyła. W pracy też nie było najlepiej. Nie wszyscy nauczyciele popierali jej kandydaturę. Wiedziała także, że niezbyt przychylne jej osobie jest też kuratorium oświaty.
Chciała się wyżalić, wyrzucić to z siebie, ale nie bardzo miała, komu.  W dniu konkursu dowiedziała się, że oprócz niej, o stanowisko dyrektora stara się także ktoś z zewnątrz. Przestraszyła się na dobre. A jak nie wygra? Co zrobi? Musi wygrać, nie po to tyle się starała, aby przegrać!!!!!!!!

No i przegrała. Komisja powołała na dyrektora nauczyciela pracującego w innej szkole i niepowiązanego żadnymi spekulacjami z gronem pedagogicznym. To był cios w samo serce.

Agnieszka wróciła do pustego domu. Rozpłakała się z żalu, złości, bezsilności  i samotności.

– Jaka grobowa cisza w tym domu. Nikogo nie ma, nawet kulawego psa.

KONIEC

Kochani. Tam gdzie jestem teraz jest pięknie i radośnie. Za tęczowym mostem jest kolorowo jak w bajce. Biegam sobie po ogrodzie pełnym kwiatów. Mam tu swoich przyjaciół: Astrę, Perełkę, Tofika, Anexa, Smyka, Miśka, Szanel i Pusię, Kubusia, Pusię….

Jest mi jednak trochę tęskno za moją Oleńką.  Codziennie czekam na godzinę 15,00 i pozdrawiam ją swoim ogonkiem.

Mieszkam sobie cichutko za Tęczowym Mostem i obserwuję poczynania w Krainie Psa. Przesyłam Wam gorące, kolorowe mosteczkowe buziaczki.

Wasz Raptuś.

Komentarze
Wczytywanie...