Przygody Psa Raptusia. Odcinek 26

0 307

Tata zabrał babcię i Julkę do domu. Ola została sama z Raptusiem. Głaskała go czule i bardzo delikatnie po grzbiecie. Raptuś jakby od czasu do czasu mocno wzdychał. Ola rozpamiętywała teraz słowa mamy usłyszane podczas obiadu. O co mamie chodziło? A może nie lubi Raptusia? Nie to niemożliwe! Jest zapracowana i martwi się o nas wszystkich. To, dlatego tak zareagowała.
– Ale wiesz pieseczku, jak już wyzdrowiejesz i będziesz mógł wyjść z tego psiego szpitala, pojedziesz do babci. Babcia się tobą zajmie, a ja będę do ciebie przyjeżdżała. Wiesz ja będę cały dzień w szkole, a ty nie możesz być bez opieki. Jesteś jeszcze chory. Babcia się tobą zaopiekuje, zobaczysz. Będziesz biegał z babcią po ogrodzie. Jest wiosna. Będziecie sadzić kwiatki. Ty przecież tak lubisz wąchać babcine kwiatuszki. Tylko musisz być tam grzeczny.

Ola zamyśliła się głęboko i dodała: – To tylko na czas choroby. Nie martw się moje słoneczko ja cię później zabiorę. Jesteś mój. Pamiętaj musisz być silny. Musisz wyzdrowieć. Jesteś mój. Nagle piesek podniósł swój łepek i popatrzył czule na Oleńkę. Po chwili jednak jego głowa osunęła się bezwładnie na łóżko.
– Panie doktorze, panie doktorze Raptuś podniósł swój łepek – wołała Ola.
Lekarz natychmiast pojawił się przy chorym.
– Jesteś sama? A gdzie tata? – zapytał
– Zaraz wróci. Odwiózł babcię i siostrę do domu. Czy coś się stało?

Marek razem z babcią i Julką wpadli do poczekalni. Nie zdążyli nawet dojechać do domu, kiedy zadzwonił telefon. Głos lekarza był stanowczy, wręcz niepokojący. Markowi, słowa weterynarza  ciągle tkwiły w pamięci: – panie Marku jeżeli Pan może to proszę natychmiast przyjechać. Z Raptusiem jest niedobrze.

– Jak to niedobrze? – myślał Marek. Nikt nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że może być niedobrze. Raptuś musi wyzdrowieć!!

Lekarz, który operował pieska wyszedł z sali, w której leżał Raptuś i podszedł do czwórki zmartwionych właścicieli.

– Mam dla Państwa smutną wiadomość – powiedział cicho – Raptuś dostał zapaści. W tej chwili podtrzymujemy go sztucznie przy życiu. Proszę nam wierzyć, zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy.  Czekaliśmy na Was kochani, bo wiem jak bardzo kochacie tego pieska. Proszę się z nim pożegnać. Raptuś odchodzi za Tęczowy Most. Przykro mi niezmiernie.

Nikt się nic nie odezwał. Zamilkli jakby nie wiedzieli, o co chodzi. Weszli do sali, w której leżał ich ukochany piesek. Podłączony do urządzenia leżał nieruchomo jakby sobie spokojnie spał.
Babci łzy napłynęły do oczu. Podeszła do Raptusia, pogłaskała go czule:

– A takie mieliśmy plany, pieseczku. Myślałam, że razem będziemy sadzić róże w ogródku. Wybrałeś jednak kwiaty za Tęczowym Mostem. Żegnaj Raptusiu. Zawsze Cię kochałam. Bądź tam szczęśliwy.

Julka nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. Przytuliła się do pieska i całowała jego małe ciałko.

– Wybacz mi piesku, wybacz – szeptała.

Tata przytulił Julkę i Olę do siebie.  Stali tak przez chwilę w milczeniu. Później babcia zabrała plączącą Julkę i wyszła z nią na korytarz. Marek popatrzył na młodszą córkę. Stała nieruchomo. Nie płakała i nic nie mówiła. Co myślała? Tego nie wiedział.

– Olu jak chcesz, to zostawię cię samą z Raptusiem – rzekł
– Tak, chcę z nim zostać.

Marek podszedł do pieska, nachylił się nad nim i szeptał mu coś do ucha. Przytulił go i pocałował.

– Żegnaj przyjacielu.  Nauczyłem się od ciebie tak wiele, że nawet nie wiem jak mam ci dziękować.

Ola została sama z ukochanym pieseczkiem.

– Raptusiu kochany – zwróciła się do chorego – Tak bardzo chciałam wierzyć, że wyzdrowiejesz, ale gdzieś w głębi serca wiedziałam, że to niemożliwe. Zawiodłam cię. Nie upilnowałam. Ale kochałam i będę kochać cię nad życie. Byłeś dla mnie i będziesz jedynym przyjacielem. Wiem, że mnie słyszysz. Kocham Cię Raptusiu. Wiem, że za Tęczowym Mostem będziesz spokojnie biegał i patrzył na mnie jak dorastam. Codziennie o godzinie 15,00 pomacham ci ręką, a ty masz mi odmachać ogonkiem. To będzie nasz umówiony znak.

Oli łzy napływały do oczu coraz mocniej. Spływały już po policzkach. Nie mogła nic mówić. Gardło zacisnęło się na dobre. Przytuliła swoją mokrą od płaczu twarzyczkę do mordki pieska. Tkwili w takim uścisku tak długo, dopóki nie przyszedł lekarz. Delikatnie chwycił Olę za ramiona:

– Wiem co czujesz, ale musisz się z nim już pożegnać. Twój piesek odszedł już do innego świata.

Ola pocałowała jeszcze raz Raptusia i wyszła.  Teraz najchętniej znalazłaby się w swoim pokoju i wypłakała  do woli. Na placu przed samochodem zobaczyła płaczące babcię i Julkę. Tylko Marek stał nieruchomo. Jego twarz pokryta była smutkiem, żalem i nieodkupioną winą.  Zadzwonił do Agnieszki, aby powiadomić ją o piesku. Kiedy usłyszał w słuchawce jej słowa:
– skoro to już koniec to przyjeżdżajcie na obiad. Stygnie na stole –  rozpłakał się jak mały chłopiec.
– Tatusiu nie płacz. Raptuś cię kochał. Ja to wiem – szepnęła Ola przytulając się do ojca – to nie twoja wina, że odszedł.

 

Komentarze
Wczytywanie...