Przygody Psa Raptusia. Odcinek 25

0 203

Ola została sama z ukochanym pieskiem. Delikatnie głaskała go po jego małym łepku. Raptuś oddychał bardzo ciężko. Otworzył leciutko swoje małe oczka i popatrzył na Olę.

– Raptusiu, jestem tu przy tobie. Nigdzie już cię nie puszczę samego. Czekałam na ciebie. Wiedziałam, że wrócisz. Wiem, jesteś bardzo chory. Ale jak wyzdrowiejesz pójdziemy na spacer, będziemy się bawić u babci w ogródku. Zawsze lubiłeś róże, o które babunia tak dba. Spędzimy tam całe wakacje. Tylko ty, ja i babcia.

Raptuś słuchał tego, co mówi jego pani. Ucieszył się bardzo. Chciał pomachać ogonkiem, ale on jakby zastygł jeszcze w tej narkozie. Było mu dobrze z Olą. Czuł jej zapach, słyszał jej głos. Marzył o tym od tego feralnego, listopadowego dnia w parku.

Do sali weszła babcia.
– Babciu jesteś. Raptuś jest po operacji, będzie dobrze – Ola przywitała się z kochaną babunią.
– Tak wiem kochanie, tata wszystko mi opowiedział. Chciałam tylko przywitać się z Raptusiem. Starsza pani pochyliła się nad chorym pieskiem, leciutko pogłaskała go po grzbiecie i powiedziała
– Raptek, koniec chorowania. Tyle na ciebie czekaliśmy, a ty teraz wpadasz w jakieś choróbsko. Zdrowiej szybko, zabiorę cię do siebie,  tam w ogrodzie szybko dojdziesz do swoich sił – mówiła stanowczo babcia, ale przy każdym słowie głos jej się łamał, aż w końcu cichutko rozpłakała się.
– Nie płacz babciu. Raptuś nie po to tyle szedł, aby nas teraz zostawić – cichutko powiedziała Ola.

Marek z babcią i dziewczynkami naradzali się jak zaplanować popołudnie i noc.

– Proponuję Olu, abyś teraz pojechała ze mną do domu, zjadła obiad, uszykowała się, a za godzinkę przyjedziemy tu z powrotem. Tymczasem babcia i Julką zostaną z Raptusiem. Później zabiorę je do domu. Idę jeszcze załatwić nocny dyżur lekarza i jego asystentki oraz zapytam, czy możesz Olu zostać z Raptusiem w nocy. Jeżeli tak to pojadę i kupię ci taki składany fotel, abyś miała wygodnie.

– Dobrze tak zrobimy – wszystkie panie pokiwały twierdząco głowami.

Marek długo jeszcze przebywał w gabinecie lekarza. Udało mu się załatwić prywatny dyżur lekarza weterynarii  i pani asystentki, która będzie cały czas w nocy przy Raptusiu i Oli.
Oleńka bardzo chciała zostać z Raptusiem. Tata rozumiał ją doskonale, dlatego też nawet się nie sprzeciwiał.

Ola przyjechała z tatą do domu. Agnieszka już czekała na nich z obiadem. Była zdziwiona, że nie ma babci ani Julki.
– Jak to zostały? Po co? Do czego one są tam potrzebne? – zdziwiła się na poważnie Agnieszka.

Marek jakby nie słuchał tych wszystkich pytań żony. Powiedział tylko:
– Ola zostaje na noc z Raptusiem. Załatwiłem dyżur lekarza i asystentki. Zarówno Raptuś jak i Oleńka będą pod dobrą opieką. Też mógłbym tam być, ale lekarz zgodził się tylko na jedną osobę. Trudno.
– Wy chyba powariowaliście – przerwała  Agnieszka – Ja się nie zgadzam. A szkoła? A Twoja praca?
– W pracy załatwiłem sobie wolne, a w szkole dziewczynki nadrobią te kilka dni. Są przecież dobrymi uczennicami i nigdy nie opuszczały zajęć, więc raz w takiej sytuacji mogą – bardzo spokojnie tłumaczył Marek
– Kilka dni? Jak to, kilka dni nie będą chodziły do szkoły? Co się z Tobą dzieje? Ja ciebie nie poznaję? Marku, o co chodzi? – mówiła podniesionym głosem Agnieszka.
– Proszę Cię podaj  nam obiad. Trochę się spieszymy. Porozmawiamy później.

Siedzieli w trójkę przy kuchennym stole. Nie rozmawiali. Każdy myślami był gdzie indziej. Ola chciałaby być już z Raptusiem. Marek myślał, gdzie tu pojechać, aby kupić takie łóżko do spania, a Agnieszka była tak zła, że nawet nie potrafiła tego ukryć.
– Mówiłeś, że załatwiłeś lekarza i asystentkę na noc. Czy to znaczy, że ich zatrudniłeś na tyle godzin?
– Tak Agnieszko, to właśnie to znaczy.
– Przecież to kosztuje. Skąd na to pieniądze?
– Z oszczędności na wakacje. W tym roku nie wyjedziemy nigdzie. Ważniejszy jest Raptuś.
– Ważniejszy jest Raptuś????? Co ty mówisz? A jak nie przeżyje? Tyle pieniędzy na psa?- krzyczała żona.
– Posłuchaj Agniesiu. Raptuś jest członkiem rodziny. Ratuję go tak jak ratowałbym każdego z nas. Ciebie, dzieci, moich rodziców, Twoją mamę i Raptusia.

Ola jadła w milczeniu. Niektóre kęsy schabowego kotleta stawały jej w gardle. W końcu odezwała się cichutko:
–  Tatusiu jedźmy już. Raptuś na mnie czeka.
– Tak córeczko jedziemy już.
– Za chwilę przywiozę Julkę i Twoją mamę – Marek zwrócił się do Agnieszki – Uszykuj im obiad. One też pewnie będą chciały po południu posiedzieć przy Raptusiu. A ty z nami nie pójdziesz? – zapytał.
– Nie. Zostanę w domu. Mam dużo pracy – szybko odparła Agnieszka.

W poczekalni weterynaryjnej było mnóstwo ludzi. Chore pieski, kotki, chomiczki i świnka morska. Ola nie zwracała jednak uwagi na nikogo. Ze spakowaną torbą szła prosto przed siebie do sali pooperacyjnej, na której leżał Raptuś
– I jak mamo, lepiej z pieskiem? – zapytał Marek swoją teściową.
– Nie, wszystko tak jak było. Lekarz był tu 2 razy. Powiedział, że stan się nie polepszył, ale i nie pogorszył. To zawsze jest nadzieja.
– Czy Raptuś nas słyszy? Leży taki nieobecny – zapytała Julka
– Myślę, że słyszy. Na pewno słyszy, tylko jest bardzo obolały i nie może się ruszać. O patrz otwiera to jedno oczko – zawołał tata.
– Raptusiu, kochany jesteśmy tu z tobą – wykrzyknęła cicho Julka.

 

Komentarze
Wczytywanie...