Przygody Psa Raptusia. Odcinek 23

0 75

Raptuś szedł przed siebie. Co jakiś czas wsadzał swój mały nosek w ziemię i jakby szukał śladów prowadzących do domu. Był  w drodze już 3 dni. Wczoraj udało mu się znaleźć porzucone jedzenie przy jakiejś szkole. Dwie bułeczki z szyneczką szybko znalazły się w jego brzuszku. Przypomniał sobie wówczas jak mama Oli robiła takie bułeczki do szkoły. Położył się na chwilę na ziemi i patrzył w szkolne drzwi.

– Gdyby to była szkoła Oli, jakże byłbym szczęśliwy – pomyślał.
Nagle zadzwonił dzwonek i na plac wybiegło kilkunastu wrzeszczących  uczniów.
– Patrzcie jaki kundel! Ale ma ubranie, szlacheckie jakieś! Hahahaha
– Co tu chciałeś? Wynocha! Chłopcy krzyczeli jeden po drugim.
– Do szkoły przyszedł się uczyć! W mundurku. Ha hahahaha Głupi pies.

Raptuś podniósł się  i czym prędzej pobiegł dalej. Na grzbiecie miał zrobioną przez Dorotę kamizelkę, a w niej jeszcze dwa kawałki mięska. Trzyma je na czarną godzinę, jak mówiła nowa pani.  Tęsknił za Dorotą. Tęsknił za Olą. Brakowało mu siły. Było zimno. Zatrzymał się na chwilę. – Dokąd iść ? W którą stronę?

Nagle zza krzaków dobiegł go głos szczekającego psa. To nie był przyjazny głos. Raptuś wiedział, co oznacza. Zaczął szukać kryjówki. Ale zanim spostrzegł się, czarny wielki pies stanął przed nim. Wytrzeszczył swoje ostre zęby i rzucił się na Raptusia. Walka była nierówna. Raptuś bronił się jak umiał. Sam nawet nie wiedział ile w nim było odwagi i chęci obrony. Nieznajomy pies rozerwał mu kamizelkę, chwycił ją i zaczął szarpać. Widocznie poczuł w niej zapach mięsa. Raptuś wykorzystał sytuację i pobiegł przed siebie tak szybko ile miał siły w łapkach. Kiedy poczuł się bezpieczny zatrzymał się i próbował łapać oddech. Dopiero teraz zauważył, że na grzbiecie miał ranę. Z tylnej łapki też leciała krew.

– Muszę znaleźć jakiś dom i ludzi. Oni mi pomogą. Ludzie przecież są dobrzy – pomyślał i ruszył przed siebie.

Po godzinie stanął przed pięknym domem z ogródkiem. Po ogrodzie biegał piękny sznaucer olbrzym. Zobaczył Raptusia i podbiegł do niego wesoło. Piesek odsunął się od ogrodzenia. Doświadczony spotkaniem z czarnym psem nie ufał sznaucerowi. Ale ten radośnie  do gościa machał ogonem. Pobiegł w głąb ogrodu i przyniósł Raptusiowi swoją piłeczkę. Kiedy to nie pomogło pobiegł i przyniósł wielką gumową kość. A kiedy zobaczył, że Raptuś jest prawie cały we krwi zaczął żałośnie i cichutko poszczekiwać. Po pewnym czasie podbiegł do drzwi domu i szczeknął kilka razy. W drzwiach stanął rosły mężczyzna około 30-stki.

– Co tam piesku? – zawołał
Sznaucer o imieniu Bary w pospiechu prowadził swego pana do Raptusia.

– A co to! Idź stąd ty znajdo, jeszcze jakiejś choroby mi tu przyniesiesz. Poszedł stąd! – krzyczał. Chwycił patyk i rzucił przez płot prosto w łepek Raptusia.
Bary stał jak wryty nie wiedział, co się dzieje. Przecież to mógł być jego przyjaciel. Polubił tego pieska. Chciał mu pomóc. Dlaczego Pan go wyrzucił?

Biedny Raptuś zdany był sam na siebie. Nie wiedział już komu ufać a komu nie. Na łące pod lasem znalazł stary worek. Zaciągnął go w bezpieczne miejsce usadowił się wygodnie i zaczął leczyć swoje rany. Wylizywał krew ze swoich ran na całym ciele. W końcu zmęczony zasnął.
Rano tuż przed jego kryjówką przy drodze zatrzymał się tir z wielką naczepą. Kierowca wyszedł na drogę, zrobił krótką gimnastykę. Zapalił papierosa, pootwierał drzwi od kabiny. Nieco w niej posprzątał, wytrzepał i poskładał koc. Położył go pod drzewem i usiadł. Po chwili przyniósł chleb, wędlinę i herbatę w termosie. Raptuś wszystko dokładnie obserwował. Myślał, że nieznajomy mężczyzna  nie widzi go, ale mylił się. Kierowca dojrzał go już w momencie składania koca. Wiedział, że piesek jest przestraszony, udawał, więc, że go nie widzi. Kiedy najadł się do syta, ukroił wielką pajdę chleba posmarował masłem i położył na nią grubą warstwę wędliny. Położył przekąskę na ziemi i wstał. Kiedy sprawdzał stan samochodu obserwował zachowanie pieska. Raptuś był taki głodny, że natychmiast zjadł cudowny przysmak.

– Smakowało? – zapytał kierowca. Zdumiony Raptuś popatrzył radośnie na nowego przyjaciela. – Nie wiem gdzie idziesz, ale mogę cię podwieźć. Moje drugie siedzenie w kabinie jest wolne, gdybyś chciał to zapraszam, jadę na Zachód do Niemiec. Wysadzę cię koło Zielonej Góry, bo tam mam jeszcze sprawę do załatwienia. Chcesz to wskakuj. Będę miał z kim pogadać.

Raptuś usadowił się wygodnie na siedzeniu. Było mu  cieplutko i miękko. W samochodzie cicho grała muzyka. Pan coś mówił, opowiadał i nawet śmiał się z tych opowieści. Raptuś udawał, że słucha, co jakiś czas machał ogonem aby nie sprawić przyjacielowi przykrości. Jazda samochodem wprawiła go w znakomity nastrój. Po raz pierwszy od dłuższego czasu spokojnie zasnął. Najedzony, szczęśliwy i radosny, od ponad godziny przemierzał trasę z poznanym, nowym przyjacielem, kierowcą tira.

– Zatrzymamy się tu na chwilę. Muszę załatwić pewną sprawę – powiedział Pan Michał do Raptusia. Zeskoczył na ziemię i zatrzasnął drzwi od szoferki. Podszedł z drugiej strony i otworzył drzwi Raptusiowi.
– Idziesz ze mną, czy zostajesz w samochodzie? Raptuś wesoło zeskoczył i podreptał za swoim nowym panem. Nie odstępował go ani na krok.
– Patrz piesku, tu możesz na mnie poczekać. Nie mogę cię zabrać ze sobą, ale jak będę wracał z Niemiec możesz pojechać ze mną do mojego domu pod Krakowem. Moje dzieci bardzo się ucieszą. Co myślisz mój ty mały wędrowniczku?

Ale Raptuś udawał, że nic nie rozumie. Tęsknił za Olą i nie szukał już żadnego nowego domu. Pan Michał próbował go zostawić na kilka dni u znajomych, ale piesek drapał go po nodze i jakby prosił:  zabierz mnie ze sobą.

– No dobrze, pojedziesz ze mną, ale przed granicą muszę cię wypuścić. Nie możesz jechać dalej.

Raptuś ułożył się wygodnie na siedzeniu, położył głowę na przednich łapkach i obserwował świat przez wielką przednią szybę. Wjechali do miasta. Raptusiowi, mijające domy i ulice wydawały się znajome. W pewnej chwili usiadł i szeroko otwartymi oczami obserwował wielki szkolny budynek. Poruszył się gwałtownie i zaczął przeraźliwie piszczeć i drapać w siedzenie.
– Co się stało? Poznajesz to miejsce? – zapytał zdziwiony pan Michał
Raptuś nie mógł usiedzieć z wrażenia. Przecież to szkoła Oli. Tak poznaje. Te drzwi i ta bramka i boisko. Tak, tu uczy się Ola. Znalazł ją.

Pan Michał znalazł bezpieczne miejsce, aby się zatrzymać. Pożegnał się czule z pieskiem i otworzył mu drzwi szoferki.

– Idź piesku. Powodzenia ci życzę. Cieszę się, że mogłem ci pomóc. Obyś odnalazł tych, co zgubiłeś.

Komentarze
Wczytywanie...