Przygody psa Raptusia. Odcinek 2

0 303

Raptuś od dwóch dni jest już w nowym domu. Zdążył się już przyzwyczaić i pokochać wszystkich domowników.  On też szybko  zyskał  miłość całej rodziny. Najlepszą jego opiekunką stała się oczywiście Ola. Raptuś uwielbiał swoją małą „panią” za jej pieszczotliwe słowa, za zabawę, za wspólny pokój i za wspólne łóżko, ale o tym cicho, nikt nie może się jeszcze dowiedzieć.

– Olu jak tam nasz mały Raptuś się sprawuje? – zapytał tata przy obiedzie.
– Jest kochany, nic nie psoci, bawi się i śpi – szybko odpowiedziała córka i pobiegła po pieska.
– O nie, Olu, piesek nie może siedzieć przy stole. On ma swoją miseczkę i swoje miejsce. Zaraz też dostanie swój trzeci posiłek – podniosłym głosem powiedziała mama.
-To ile tych posiłków ma Raptuś ? – Zaśmiała się Julka

– Codziennie je 4 razy. Staram się ustalić stałe pory, ale nie zawsze tak się udaje, nieraz jestem dłużej w pracy, a Ola jeszcze w szkole.  Ale może jakoś to dopasujemy, tak Olu? – Agnieszka zwróciła się do młodszej córki.
– Jak będzie trzeba to ja mogę się zwolnić z lekcji – zaproponowała Julka
– O, nie ma takiej potrzeby- odrzekli chórem zdziwieni rodzice.

Po obiedzie Ola chwyciła sznureczek i rozpoczęła zabawę z Raptusiem. Piesek biegał i łapał sznurek ząbkami. Robił to tak niezdarnie, że cała rodzina miała niezły ubaw.

– Udał się nam ten piesek- zaśmiał się tata
– Zobaczcie jak śmiesznie kreci ogonkiem.
– A jak biegnie – zachwycała się Julka
– Raptuś chodź do mnie. Raptuś, Raptuś. Dlaczego nie idzie?
– Musimy często wymawiać jego imię, żeby się przyzwyczaił. On jeszcze nie wie, że to jego wołamy.
– Raptuś, Raptuś, Raptuś, krzyczały na zmianę Ola i Julka.
– Zobacz Marku, ile taki mały piesek może przynieść radości. Dopiero teraz wiem, ile straciłam cudownych emocji i pięknych chwil, nie mając takiego pieska w dzieciństwie. Spójrz na dziewczynki, jakie stały się odpowiedzialne i radosne. To była wspaniała decyzja.

Raptuś biegał, szarpał za sznureczek, coś tam pomrukiwał, w końcu zatrzymał się i wysikał się na środku pokoju.
– Ty, Raptuśka, co ty zrobiłeś, gdzie masz sikać? – nakrzyczała Julka
– Nie krzycz na niego, on jest jeszcze malutki i nie wie, że tak nie można. Widzisz, piesek zjadł obiadek i nikt go nie zaniósł na jego psi wychodek – powiedziała mama i sama się zaśmiała z tego powiedzenia – Psi wychodek, też coś.
– Psi wychodek ha, ha, ha – śmiali się wszyscy.

Mama kontynuowała –  Małego szczeniaczka należy zaraz po przebudzeniu, po jedzeniu, po zabawie zanieść na psi wychodek – to jest to miejsce z matą higieniczną. On sam tam nie trafi jak go tego nie nauczymy.

Rzeczywiście w przedpokoju przy drzwiach wyjściowych leżała mata. Miejsce do potrzeb fizjologicznych pieska. Tak im poradziła pani Monika, ponieważ ona już te szczeniaczki tak przyuczała.

– A teraz nic się nie stało. Zaraz powycieram podłogę – zaśmiała się mama.
– Mamo, a Zuzia mówiła, że jak jej piesek nasika to ona wsadza mu nos w kałużę i krzyczy: Widzisz co zrobiłeś, widzisz?
– My, tak robić nie będziemy. Przekaż Zuzi, że tak nie wolno. Piesek i tak nie rozumie, o co nam chodzi. Tylko niepotrzebnie się stresuje i denerwuje. Zobaczysz, jak dobrocią i konsekwencją szybko nauczymy go czystości.

Zabawa z Raptusiem przeciągnęła się aż do wieczora. Piesek był tak radosny, żywy i wesoły, a jego błyszczące oczka pozwoliły rodzinie zapomnieć o wszystkich innych problemach.

Wieczorem przed snem Ola zaniosła Raptusia do jego wychodka. Postawiła na macie. Cała rodzina zaglądała cichaczem, co też ten Raptuś zrobi. A piesek kręcił się w kółko, a jak chciał zejść z maty to Ola ponownie stawiała go w samym środku tajemniczego wychodka. Trwało to chyba ze 3, a może 4 minuty. Taniec szczeniaczka rozbawił wszystkich. W końcu nadszedł ten moment. Raptuś kręcił się coraz szybciej, podniósł ogonek i zrobił swoje. Nie wiedział tylko, dlaczego rodzina pękała ze śmiechu. Otóż piesio rzeczywiście stał łapkami na macie, ale tylko przednimi. Tylne łapki i cała pupa była po za zasięgiem higienicznej maty. I to swoje pachnące „cudeńko” zostawił na podłodze, a nie w psim wychodku.

– I co teraz? – zapytała Ola
– Należy mu się nagroda. To nic, że całkiem nie trafił, ale starał się i to jest najważniejsze – odezwał się tata i pogłaskał szczeniaczka – dobry piesek, dobry.

Maluch dumny jak paw ze swego postępku, położył się w samym środku swojego nowego domku, wystawił łepek przez dziurkę zwaną drzwiami i obserwował Olę, która pakowała książki do tornistra.

– Olu, tylko pamiętaj, nie bierz Raptusia do swojego łóżka. On musi spać w swoim łóżeczku – przypomniała mama
– Tak wiem, on już zresztą śpi.

Kiedy dziewczynki zasnęły, rodzice pracowali jeszcze nad jakimiś papierami. Agnieszka przygotowywała się do lekcji, a Marek sporządzał miesięczne sprawozdanie.

– Idę zobaczyć jeszcze do dziewczynek i kładę się spać –  rzuciła mimochodem do męża.

Otworzyła drzwi do pokoju Oli –  Marek, chodź zobacz – szepnęła Agnieszka. Kiedy Marek stanął w drzwiach, spojrzał na żonę i uśmiechnął się szeroko. Bez słowa chwycił aparat i upamiętnił to wydarzenie.

A tam na łóżku Oli, na poduszce, wtulony w jej długie włosy słodko spał mały Raptuś. Pewnie biedaczek myślał, że to jego mama. Ale jak tam się dostał?

Otóż Raptuś już pierwszej nocy bardzo piszczał w swojej budce. Ola wzięła go na trochę, aby go uspokoić i przytulić, ale kiedy wsadziła go do domku, on znów piszczał i tak było całą noc. Dziewczynka nie przyznała się nikomu. Na drugą noc, Raptuś sam wychodził z budki, piszczał i nawet wdrapywał się na łóżko. Ola chowała go zawsze pod kołderkę, sama nie wie, kiedy wychodził spod niej  i kładł się w jej włosach.  Kiedy chciał sikać to bardzo się kręcił i Ola zanosiła go do psiego wychodka. Później znów chciał na łóżko i tak pięć, sześć razy w nocy.  Ale dziewczynka nie skarżyła się nikomu. To był przecież jej kochany piesek. Zresztą rodzice zabronili wspólnego spania.

Teraz, kiedy się wydało, że Raptuś śpi razem z nią, a rodzice specjalnie nie zaprotestowali, Julka też chciała z nim leżeć pod kołderką i przytulać takie mięciutkie kochane futerko.  Raptuś był wniebowzięty. Najlepsze było to, że jak maluszek chciał siku i kręcił się na poduszce, a dziewczynki spały, to drapał je łapką po głowie, żeby się obudziły. Wtedy zaspane znosiły go tylko  na podłogę, a  on sam biegł na swoją matę. Raz mu się udało trafić z sikaniem, pięć razy nie, ale zawsze był z siebie dumny. A co robił jak już sobie posikał? Stawał przy kanapie, przednimi łapkami wspinał się na nią i piszczał, aż  Ola, czy Julka zabierały go pod kołderkę. Tam chwilkę się zagrzał i hop we włosy dziewczynek. Czasami nawet je lizał i szarpał. Uwielbiał w nich zasypiać. A jak głowa dziewczynki zajmowała więcej miejsca niż on potrzebował to kopał swoimi małymi łapkami i rozpychał się tak, że potrafił zabrać nawet całą poduszkę dla siebie.

To był wspaniały tydzień dla całej rodziny i dla Raptusia.  Szczęśliwy szczeniaczek skończył właśnie 8 tygodni. Jutro razem z Olą i tatą idzie z pierwszą wizytą do weterynarza.

cd za tydzień……

Komentarze
Wczytywanie...