Przygody psa Raptusia. Odcinek 17

0 261

Czy Raptuś mógł sobie wybrać gorszy moment na chorobę? Zaledwie miesiąc temu jego opiekunowie chcieli go oddać do schroniska, bo nie miał się, kto nim zaopiekować w czasie nieobecności Oli, a teraz choroba i potrzeba dodatkowej pielęgnacji. Ola nie mogła na to pozwolić. Wiedziała, że z Raptusiem dzieje się coś złego. Trzepie głową i uszami, drapie się, jest osowiały, nie pozwala się dotknąć. Nie chce jeść. Pije tylko dużo wody.

Wieczorem usiadła przy komputerze wypisała wszystkie objawy choroby i zauważyła, że towarzyszą takiej chorobie jak zapalenie ucha. Nachyliła się nad pieskiem i zobaczyła czerwone spuchnięte ucho. Wiedziała, że nie może tego bagatelizować i musi iść do weterynarza po lekarstwa.

– Mamuś znajdziesz jutro chwilkę, aby pojechać ze mną i Raptusiem do weterynarza?
– A co się stało? – zapytała w pośpiechu.
– Raptuś ma chyba zapalenie ucha.
– Jutro nie mogę. Mam spotkanie z nauczycielami. Ale poproś tatę – odparła Agnieszka.
– Tatuś, możesz pojechać ze mną. Raptuś jest chory – Ola zwróciła się z prośbą do ojca.
– Nic mu nie będzie. Psy niekiedy tak mają, że się drapią i nie chcą jeść. Nie trzeba od razu jechać do lekarza. Zobaczymy jutro. Zgoda?
– Zgoda – odpowiedziała Ola.

Raptuś nie spał cała noc. Drapał się po uchu. Najwyraźniej coś mu przeszkadzało. Ola przytuliła go i zajrzała do ucha. Wyczuła cuchnącą woń. Przeraziła się. Piesek nie pozwolił się dotykać do uszu.

– Tato, musimy dziś pojechać do weta. Raptuś ma zapalenie ucha – krzyczała Ola z  samego rana.
– Olka ciszej, nie drzyj się . Ciągle tylko ten twój pies. – odezwała się ze swojego pokoju Julka.
– On jest naprawdę chory – wołała o pomoc Oleńka.
– Przyjadę z pracy to pomyślimy. – odparł tata.

Ola nie dawała za wygraną.

– A nie możesz się zwolnić, albo trochę spóźnić. Jesteś przecież dyrektorem. Tatuś proszę.
– Nie mogę. Praca moja jest ważniejsza niż twój Raptuś – skomentował ojciec.

Ola wiedząc, że nie może liczyć na pomoc rodziców zadzwoniła do babci. Wszystko dokładnie opowiedziała o chorobie. Zaniepokojona babcia poinformowała wnuczkę, że już do niej jedzie. Rodzice wyszli do pracy. Julka poszła do szkoły, a Ola została sama w domu z Raptusiem. Miała dopiero na 9-tą, na drugą lekcję. Nie mogła sobie pozwolić nie pójść do szkoły. Mama od razu dowiedziałaby się o tym. Zresztą była grzeczną i posłuszną dziewczynką i uczennicą. Umówiły się z babcią, że po przyjeździe babcia zabierze Raptusia i przyjdzie pod szkołę Oli i razem pojadą do weterynarza, do którego chodzi piesek.

W poradni było sporo ludzi i piesków. Raptuś nie był zapisany. Musiały, więc tłumaczyć recepcjonistce, że to nagły przypadek, że choroba rozwinęła się w nocy… W końcu udało się. Lekarz obejrzał pieska, zajrzał do ucha.

– Tak, masz rację młoda damo, to jest zapalenie ucha. Dobrze, że tak szybko przyszłaś, infekcja jeszcze nie zaatakowała ucha wewnętrznego. Zaraz piesek dostanie zastrzyk przeciwbólowy. To ucho strasznie go boli, dlatego nie pozwala go dotknąć. Musisz uważać. Przepiszę mu maść, która trzeba wcisnąć do ucha i rozsmarować wacikiem. Dam także tabletki przeciwbólowe…….. Lekarz tłumaczył paniom jak należy zaopiekować się chorym pieskiem. Wyznaczył także wizytę za tydzień.

– Babciu, dziękuje ci – wyszeptała Oleńka po wyjściu od lekarza.
– Wiesz Olu, nie muszę tak szybko wracać do domu. Zostanę u was i zaopiekuję się Raptusiem, a rodzicom nic nie musimy mówić o chorobie pieska. Same go przypilnujemy, po co mają się martwić.

Zanim Agnieszka wróciła do domu babcia zrobiła pyszny obiad dla całej rodziny. Ulubioną zupę pomidorową i kopytka z sosem.

– Mama? Co ty tu robisz? – Agnieszka stanęła jak wryta, gdy zobaczyła swoją matkę w kuchni.
– No cóż córeczko, wpadłam, żeby wam trochę pomóc. Jesteście tacy zapracowani. Może się na coś przydam.
– Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jesteś. Nie mamy na nic czasu. Fajnie, że chcesz nam pomóc. Zrobiłaś obiad?  Jak dobrze – mówiła Agnieszka i patrzyła jak matka nalewa zupę do talerza.
– Mamo, jesteś kochana. – córka uściskała matkę z całych sił.

Wieczorem babcia razem z Olą dały pieskowi lekarstwa, wysmarowały ucho i poszły spać.

Choroba Raptusia trwała prawie 3 tygodnie. W końcu piesek wyzdrowiał i babcia wyjechała do swojego domu. Nikt z pozostałych członków rodziny nie domyślił się o chorobie Raptusia i prawdziwych przyczynach przyjazdu babci. Każdy był tak zajęty swoimi sprawami, że nawet nie zauważyli wyjazdu kochanej babuni. Dopiero po powrocie do domu, kiedy nie było obiadu na stole, westchnęli: – Jak dobrze było z babcią.

Ola, bardzo kochała rodziców i nie chciała ich okłamywać. Z tajemnicami z wakacji i choroby Raptusia nie mogła sobie poradzić. Postanowiła o wszystkim opowiedzieć mamie, przepraszając ją za swoje zachowanie. Agnieszka przytuliła córkę do siebie i ze łzami w oczach wyjaśniła, że nie wolno jej tak robić. Kłamstwo to najgorsza rzecz w rodzinie. Trzeba mieć do siebie zaufanie…. W rzeczywistości jednak, Agnieszka była wściekła. Jak mogło do tego dojść? Jej własna córka ją okłamuje i nie mówi jej prawdy. To wszystko przez tego psa. Gdyby nie on, nie byłoby tych kłamstw. Gdyby nie pies to i Julka z Olą dogadywałyby się lepiej. Ten pies jest naszym utrapieniem. Trzeba coś z tym zrobić. To, co że Ola go kocha. Popłacze i przestanie. A u nas zapanuje spokój i harmonia

Dziś Agnieszka otrzymała awans na dyrektora, co prawda na dyrektora  pełniącego obowiązki, ale zawsze dyrektora. W ciągu ostatnich miesięcy pisała skargi wszędzie, gdzie tylko było można. Zjednała sobie nawet Radę Rodziców, przedstawiając im niechlubną pracę jej poprzednika. Dyrektor nie wytrzymał psychicznie tych wszystkich ataków i odszedł na urlop zdrowotny. Zapowiedział, że po urlopie odejdzie na wcześniejszą emeryturę. Agnieszka miała, więc wolną drogę w dążeniu do wymarzonego  celu. Spokojnie zakończy studia podyplomowe i przystąpi do konkursu na dyrektora. Praca, jako osoba pełniąca obowiązki dyrektora przybliży ją tylko do sukcesu. Cała grupa wsparcia gratulowała Agnieszce awansu. Marek nawet zwolnił się z pracy i zaprosił żonę, dyrektorkę, na wyśmienitą kolację.  Uzgodnili, że tym razem wakacje spędzą w Grecji, na wyspie Rodos. Zabierzemy dziewczynki i mamę. Będziemy świętować nasze zwycięstwo.

– Pomyśl Marku, jeszcze tak niedawno byliśmy zwykłymi szarakami. A teraz ? Stać nas na życie z wyższej półki. Chyba musimy kupić drugi samochód dla mnie. Nie przystoi, bowiem, aby dyrektor jeździł autobusem.
– Oczywiście Agniesiu, oczywiście.
– Wiesz, Marku martwi mnie tylko Ola i jej zachowanie. Ten jej pies wprowadza zamęt w naszej rodzinie…. I tu Agnieszka opowiedziała Markowi małe kłamstwa córki i babci. A na zakończenie dodała – No i ten pies, taki nie rasowy, nie pasuje do naszej pozycji społecznej.
– Ale co zrobimy? – zapytał mąż.
– Już ja coś wymyślę. Jestem w tym dobra. Musimy tak to urządzić, aby Ola niczego się nie domyśliła.
– Zdaję się na ciebie całkowicie. – Zakończył rozmowę Marek.

Komentarze
Wczytywanie...