Przygody Psa Raptusia. Odcinek 16

0 231

Zima w tym roku była mroźna i długa. Oleńka zabierała pieska na długie spacery po śniegu. Wygodne, mięciutkie i cieplutkie butki sprawiały, że Raptuś polubił zimę i śnieg.  Wskakiwał w największe zaspy i nawet nie musiał się otrzepywać, bo jego sierść szczelnie chronił ciepły kombinezon.  Raptuś ani razu nie chorował na łapki. Był radosny i wesoły.  Przyzwyczaił się, że jego panią jest Ola i że tylko ona wychodzi z nim na spacery. Bawił się tylko z Olą. Inni domownicy tolerowali go, nawet głaskali i pozwalali leżeć obok siebie, ale nigdy się nie bawili. Raptuś wiedział, że nie wolno ich zaczepiać, bo zawsze wtedy się złościli. Kochał ich wszystkich, ale najbardziej Olę i babcię.

Kiedy pewnego dnia Oli klasa miała wyjechać na dwudniową wycieczkę do Warszawy, w rodzinie powstał poważny problem. Kto zajmie się Raptusiem?

Rodzice byli tak zajęci, że uznali: – będzie  to niemożliwe. Julka stwierdziła, że może być z nim w domu, ale na spacer z nim nie wyjdzie. Wszystkie koleżanki Oli jadą na wycieczkę.  Dziewczynka była załamana.  Bardzo chciała pojechać z klasą do Warszawy, a Raptuś? Nie może go przecież zostawić samego.  Już gotowa była zrezygnować z wyjazdu, kiedy zadzwoniła ukochana babcia.

– Jak ja się cieszę, że mam taką kochaną babcię – mówiła Ola do słuchawki. – Babciu, ale czy ty dasz sobie radę sama na spacerze? – martwiła się Ola o babunię.
– Dam sobie radę o nic się nie martw.  Skoro ty potrafiłaś się mną zaopiekować, ja zaopiekuję się twoim pieskiem – śmiała się babcia.

Wieczorem, kiedy Ola już spała, rodzice rozmawiali o zaistniałej sytuacji.

– Widzisz Marku, takich sytuacji będzie więcej. My nie mamy czasu, a nie możemy obarczać Oli tyloma obowiązkami  dotyczącymi opieki nad psem. Moja mama miała rację. Nam pies nie jest potrzebny. To tylko obowiązek. No gdyby był rasowy, to moglibyśmy go zostawić na te dwa dni u Aldony, a tak, nie mamy wyjścia, została  tylko mama. Zawsze też nie możemy jej o to prosić.
– Całkowicie się z tobą zgadzam, Agnieszko. Uważasz, że powinniśmy oddać psa do schroniska?
– Może tak byłoby najlepiej. Porozmawiamy jutro z córkami.

Następnego dnia babcia zjawiła się w umówionym przez Olę czasie. Zabrała pieska na spacer pod szkołę dziewczynki, a później razem wróciły do domu. Piesek był bardzo grzeczny i szedł równiutko przy nodze babci.

– Babciu, gdzie ty się tego nauczyłaś? – zapytała Ola.
– Zanim podjęłam się samodzielnej opieki poczytałam trochę w Necie jak się obchodzić z psem. Widać nauczyłam się dobrze – zaśmiała się.
– Co ja bym bez ciebie zrobiła, moja babciu? – Ola chwyciła babcię za rękę i ścisnęła mocno.
– Olu, dajesz mi tyle radości. To ja ci dziękuję, że jestem ci potrzebna. A Raptusia kocham. Nigdy nie myślałam, że psa można pokochać. A jednak można. I to na zawsze.

Rodzice, przez kilka dni nie podejmowali drażniącego tematu schroniska dla psa. Nie nadarzała się okazja. Najpierw była babcia, później wycieczka Oli, to znów delegacja Marka…Wreszcie pewnego marcowego dnia, po niedzielnym wspólnym obiedzie, Agnieszka wygłosiła mowę na temat opieki nad zwierzętami. Nawiązała szybko do Raptusia ile to trzeba wyrzeczeń, czasu, a nie zawsze jest to możliwe, że inni bardzo chcą mieć pieski i na pewno z chęcią takim pieskiem się zaopiekują. Ola nie bardzo rozumiała, o co w tym wszystkim chodzi, ale kiedy tata powiedział, że Raptusiowi byłoby lepiej w schronisku, bo tam bawiłby się z innymi pieskami, miałby jedzenie i spacery na czas, Oli napłynęły łzy wielkości grochu.

– Tata, to wy chcecie oddać Raptusia do schroniska. Dlaczego? Czy ja się źle nim opiekuję?- mówiła z płaczem Ola.
– Nie córeczko, opiekujesz się znakomicie. To dla twojego dobra. Nie możesz być uwiązana opieką nad psem. A co będzie jak będziesz miała więcej nauki, więcej wyjazdów. Kto zajmie się twoim pieskiem? Wiesz, że my z mamą ciężko  pracujemy i nie mamy czasu na psy.
– Nie, nie oddam Raptusia. Jest mój. Mamo, nie pozwól na to. Ja go kocham. Julka powiedz coś – krzyczała Ola.
– Dla mnie może go nie być – odparła Julka i wyszła z pokoju. Właśnie zadzwonił telefon. Pewnie Wiktor. Nic tylko gada z nim cały dzień – pomyślała Ola.  Wiedziała, że na nikogo nie może liczyć.
– Proszę was nie zabierajcie mi go. Udowodnię wam, że on nikomu nie będzie przeszkadzał. Ja się nim zajmę.

Rodzice widząc łzy córki, przytulili ją do siebie mówiąc: zgoda Oleńko, to był głupi pomysł. Piesek jest twój. Wiemy, że go kochasz. Zostaje z nami.

– Dziękuję, dziękuję-  mówiła Ola szlochając w niebogłosy. Raptuś usłyszał płacz swojej pani, wdrapał się na jej kolana i objął łapkami za szyję. Swoim małym języczkiem zlizywał jej słone łzy. Musiały nie być dobre, bo co jakiś czas otrząsał się i trzepał łepkiem.  Oleńka przytuliła go mocno.
– Nigdzie cię nie oddam. Jesteś mój.

Przyjaciele długo nie mogli zasnąć. Ola kręciła się na łóżku i ciągle sprawdzała, czy Raptuś leży obok niej. Śniło jej się straszne schronisko, w którym jej kochany piesek siedział samotny, brudny i głodny. Raptuś też nie spał. Kręcił się w kółko, jakby nie mógł znaleźć sobie wygodnego i bezpiecznego miejsca do spania. W końcu położył się we włosach swojej pani. Tak zasypiał jak był małym szczeniaczkiem. Może pomyślał sobie, jakie to były beztroskie dni, kiedy był taki malutki, a może było to jedyne bezpieczne miejsce w tym domu. Nie wiadomo.

Komentarze
Wczytywanie...