Przygody psa Raptusia. odcinek 15

0 180

Ola wróciła ze spaceru z Raptusiem. Dziś mogła poświecić mu więcej czasu. W końcu była niedziela. Piąta klasa to nie przelewki jak mówiła mama, trzeba uczyć się więcej, więcej czytać i więcej szukać potrzebnych informacji. Spacery z pieskiem spoczywały praktycznie tylko na głowie Oli. Julka zawzięła się i nie chce znać Raptusia. Na spacery chodzi z Kaśką i prowadza jej Yorka. Oli jest bardzo przykro z tego powodu. Nie mogła połączyć wszystkich swoich obowiązków z opieką nad czworonożnym przyjacielem, dlatego też zrezygnowała z zajęć kółka recytatorskiego, chociaż uwielbiała na nie uczęszczać.

Agnieszka od nowego roku szkolnego pochłonięta była sprawami szkoły. Za wszelka cenę chciała zostać dyrektorem szkoły. Co prawda kadencja dyrektora kończyła się dopiero za dwa lata, ale ona tyle czekać nie chciała. Nie mogła nawet czekać. Wszyscy jej nowi znajomi z pracy Marka, wiedzą, że jest dyrektorką. Co zrobi jak kłamstwo wyjdzie na jaw? Postanowiła działać. Napisała kilka pism i skarg na obecnego dyrektora, oczerniając jego postawę i sposób kierowania szkołą.  Sprawą zajął się i Urząd Miasta i Kuratorium. Zaczęły się kontrole, spotkania, kłótnie. Nie służyły one atmosferze i edukacji w szkole, ale Agnieszka zdobyła sobie w ten sposób sporą grupę popleczników z którymi parła do celu.

Ola po przyjściu do domu zamknęła się z Raptusiem w swoim pokoju. Nie mogła słuchać ciągłych rozmów rodziców na temat wakacji na Karaibach. Aldonka to…, Aldona tamto…, a widziałeś, jaki mają… i tak w kółko. Rodzice oszaleli na punkcie pani Aldony  – myślała Ola. Najbardziej  jednak bolało ją, jak mówili o małym maltańczyku pani Aldony. Jaki mądry, jaki śliczny i rasowy. Ile zdobył medali i tytułów. Jaki był grzeczny w samolocie i na wakacjach. Takiego pieska to nie wstyd zabierać ze sobą.

– Wiesz Marku, czasami myślę, że podjęliśmy szybką i nieprzemyślaną decyzję o przygarnięciu tego naszego psa. Mogliśmy kupić jakiegoś rasowego. Julka byłaby zadowolona, a i ja miałabym, o czym porozmawiać z Aldoną. Mogłybyśmy brać nasze pieski do kawiarni i do SPA, a  tak ona ciągle ze swoim maltańczykiem, a ja sama. Naszego to trochę wstyd brać. Nie sądzisz?- gadała jak najęta Agnieszka.

– Przecież możemy kupić drugiego pieska. Wybierz, jakiego chcesz. Mamy na to pieniądze. Może gryfonika.  Są takie pocieszne. Będziesz też jeździła z nim na wystawy.

Ola zamarła w pokoju. Jak to gryfonika? Drugiego psa? A może i dobrze. Raptuś miałby się z kim bawić. Szkoda tylko, że rodzice wstydzą się mojego pieska. Oli łzy napłynęły do oczu.

– Kocham cię kochany Raptusiu i zawsze będziesz mój – wyszeptała pieskowi prosto do ucha, a on  aż się otrzepał.

Za kilka dni Raptuś miał urodziny. Kończył właśnie 2 lata. Nikt z rodziny nie pamiętał. Wszyscy byli zaganiani i zapracowani. Julka spotykała się z Wiktorem. Żyła w jakimś innym świecie.

– Mamo, zrobimy Raptusiowi urodzinki ? – Ola zapytała mamę jak wracały razem ze szkoły do domu.
– Urodziny? Olu nikt nie ma na to czasu. Przecież to tylko pies i tak nie wie, o co chodzi. – odpowiedziała Agnieszka.
– Szkoda. Myślałam, że będzie tak jak w ubiegłym roku. Było cudownie i Raptuś się cieszył.
– Nie Olu, może za rok. Teraz widzisz, ja na nic nie mam czasu, a i tata ciężko pracuje – dokończyła mama.

Ola rozumiała, a może chciała rozumieć decyzję mamy. Zapytała tylko: – a babcia może do nas przyjechać?
– Ale my nie mamy czasu z babcią siedzieć- oburzyła się Agnieszka.
– Przyjedzie tylko na 1 dzień i ja sama zajmę się babcią – prosiła córka.
– Jak tak to niech przyjedzie – zgodziła się mama.

Ola szybko zadzwoniła do babci. Umówiły się na przyjazd. Miały teraz tyle wspólnych spraw. Do dzisiaj,   wypadek wakacyjny utrzymywały w tajemnicy przed rodziną. Dały sobie radę same. Zaprzyjaźniły się mocno. Babcia uwielbiała Raptusia. Uzgodniły telefonicznie, że zrobią pieskowi małe urodzinki w pokoju Oli.

– Babciu, ja zrobię dekorację, a ty kup pieskowi ciasteczka jakie lubi – szeptała do telefonu szczęśliwa dziewczynka.
– Dobrze, dobrze, kupię mu też prezent, tylko podpowiedz co potrzebuje.
– Babciu, zbliża się zima, a zimą Raptusiowi zrobiły się, w ubiegłym roku, na jednej łapce  czerwone plamy, które bardzo go piekły  i swędziały. Weterynarz powiedział, że to od soli. Piesek ma alergię i musi na śnieg, który jest posypany solą, ubierać specjalne lecznicze buciki. Nie chcę martwić rodziców. To mogłabyś kupić? – szczebiotała do słuchawki Ola.
– Chętnie Oleńko. To wiesz co, jak przyjadę pójdziemy z Raptusiem razem do sklepu i wybierzemy mu takie butki – ucieszyła się babcia
– Babciu jesteś kochana. Przyjeżdżaj szybko – zakończyła rozmowę dziewczynka.
– Raptusiu, kochany będziesz miał buciki na zimę. Już nie będziesz miał chorych łapek. Ola przypomniała sobie jak w marcu, kiedy śnieg topniał razem z posypaną na niego solą, piesek dostawał uczulenia i pomiędzy opuszkami robiły się czerwone plamy. Raptuś lizał je, ale widać było że cierpi. Weterynarz zalecił, aby na następną zimę piesek chodził w bucikach. Wówczas ten stan zapalny nie powtórzy się. Ola była szczęśliwa. Będą urodzinki i będą buciki. Kochana babcia. Kochany Raptuś.

Komentarze
Wczytywanie...