Przygody Psa Raptusia. Odcinek 14

0 352

Wakacje. Nareszcie. Trochę wolności i spokoju- cieszyła się Agnieszka.  Ten rok szkolny, był bardzo ciężki i pracowity. Ale już wolne!!!! Wszystkie egzaminy zdane, nawet na oceny dobre i bardzo dobre. Ola zakończyła czwartą klasę ze średnią ocen 4,4, a Julka otrzymała świadectwo z czerwonym paskiem. Zdała już do II klasy gimnazjum.  Mąż zarabiał pieniądze, dobre pieniądze, jak to sam mówił i jeszcze przed wakacjami Agnieszka z Markiem wymienili wszystkie meble w salonie.  Teraz to nie będzie wstydu zaprosić Aldonę na kawę. Piękny wypoczynek z czarnej skóry prezentował się okazale.

Agnieszka była szczęśliwa. Już za dwa dni wyjeżdżała z Markiem i nowymi znajomymi na Karaiby. Przez tydzień chodziła po galerii, aby dobrać sobie  i mężowi stosowne rzeczy na wyjazd.  Dziś robiła przegląd i pakowała  walizki. Musiała także spakować  walizkę Marka, bo z Poznania wracał dopiero jutro. To będą wspaniałe wakacje – myślała i uśmiechała się sama do siebie.

Julka, już od kilku dni przebywa na obozie siatkarskim.  Bardzo mocno zaprzyjaźniła się z Kaśką i jej paczką. Od kiedy przestała pokazywać się z Raptusiem, nawet Wiktor do niej zagadywał na przerwach w szkole. Spotykali się nawet na spacerach z pieskami, ale Julka zawsze prowadziła sunię Kaśki. Teraz cała paczka znajomych przebywa razem na obozie.

A Ola? Ola siedzi cichutko w swoim pokoju z Raptusiem i razem uzgadniają pobyt u babci.

– Wiesz Raptusiu, zabierzemy ze sobą piłeczkę, misia, skaczącą kaczkę, frisbee i kong- wobblera. Przez te dwa tygodnie będziemy się uczyć i szkolić, zgoda?
– hau – odparł piesek i pomachał radośnie ogonkiem – to będą wspaniałe wakacje pomyślał i położył małą główkę na kolanach Oli.
– Bardzo cię kocham Raptusiu – i Ola położyła swoją głowę na jego łepku.

Dziewczynka  musiała się spieszyć, bo już jutro Agnieszka odwoziła  dwójkę, tych kochających się przyjaciół, do babci.  A pakowania było sporo. Legowisko, kocyk, torba,  zabawki, praktycznie cała jedna duża torba była dla pieska.

– Oleńko, kupiłam wam trochę drobnych rzeczy na drogę i pobyt u babci – powiedziała Agnieszka i stanęła w drzwiach pokoju córki – już jesteś spakowana?
– Na razie pakuję Raptusia – odezwała się dziewczynka – o co masz dla nas?

Mama przyniosła dwie wielkie papierowe torby. W jednej były: karma sucha i mokra, ciasteczka, kosteczki, łapki i wiele innych smakołyków dla pieska. W drugiej słodycze, napije, rogaliki dla Oli.

– Dziękuje mamuś, ale aż tyle? – zdumiała się córka.
– Też macie wakacje. Chcę, aby wam niczego nie brakowało.

Agnieszka w głębi serca usprawiedliwiała się przed córką, że pozostawia ją samą z pieskiem. Na drugi rok zrobimy inaczej – pomyślała. Ale Oli wcale nie było przykro, wręcz przeciwnie, cieszyła się, że jedzie do babci razem z kochanym pieskiem. Wreszcie będą miały czas dla siebie. Ola już dawno chciała nauczyć pieska różnych sztuczek, ale zawsze brakowało jej czasu. Teraz  chce to  nadrobić.  To będą wspaniałe wakacje – pomyślała.

Rano po śniadaniu Agnieszka wraz z Olą i Raptusiem spakowali walizki do samochodu i ruszyli w drogę do babci. Babcia nie mogła  już doczekać  się ich przyjazdu, ciągle dzwoniła i pytała gdzie już są. Ach ta mama – powiedziała do siebie Agnieszka – taka niecierpliwa. Raptuś uwielbiał jeździć samochodem. Od razu kładł się w swojej torbie i zasypiał.
Po 3 godzinach jazdy byli na miejscu.  Przed samym domem babci, Agnieszka zatrąbiła mocno, aż się piesek obudził.

– Jesteśmy na miejscu, Chodź Raptusiu – zawołała Oleńka.
– Witajcie kochani – babcia rozłożyła ręce na powitanie gości.

Po obiedzie, Agnieszka pożegnała się z mamą, Olą i Raptusiem i ruszyła z powrotem do domu. Miała jeszcze trochę pracy przed podróżą.

– Pa pa – krzyczała już z samochodu
– Szczęśliwej podróży i miłego wypoczynku- jeszcze głośniej krzyknęła babcia.

Stali tak we trójkę i machali za odjeżdżającym samochodem.

– Nareszcie wakacje. Chodź piesku na podwórko, będziemy uczyć się aportować – zawołała Ola – poczekaj wezmę frisbee, ciasteczka  i idziemy.
– Raptuś, był bardzo szczęśliwy. Biegał ile miał sił w płucach. Z tym aportowaniem było różnie. Raz przyniósł frisbee, raz patyk, raz obiegł w kółko i nic nie znalazł. Za każde dobrze wykonane zadanie Ola dawała mu ciasteczko.

Babcia siedziała w ogrodzie i przyglądała się zabawie. Uśmiechała się pod nosem. Była szczęśliwa. Pomyślała: to będą najlepsze wakacje od kilku lat. W domu znów jest śmiech, krzyk i wesoła atmosfera. Dość już samotności i ciszy. Przypominała sobie swoje dziecinne lata. Ile to już lat minęło? Niektóre obrazy zamazywały się już w pamięci. Patrzyła na wnuczkę i pieska. To był piękny widok dwojga wspaniałych przyjaciół.

– Olu bawcie się ja idę do domu. Muszę wywiesić pranie – babcia zwróciła się do dziewczynki.
– oki babciu – odparła  Ola.

Babcia wyłożyła pranie do plastikowej miski i ruszyła w stronę sznurków rozciągniętych w ogrodzie, specjalnie do wieszania prania. Lubiła suszyć swoje pranie na powietrzu, były takie pachnące i delikatne.

W pewnej chwili biegnący po patyk, Raptuś znalazł się prosto pod nogami babci, a babcia z niosącą przed sobą miską upadła jak długa na betonowy chodnik. Mokre bluzki i sweterki leżały obok starszej pani. Raptuś nawet chwycił jedną z nich  i biegł w stronę Oli, jakby zadowolony, że udało mu się coś znaleźć ciekawego. Ale Ola ominęła pieska i szybko znalazła się przy babci.

– Babciu, co ci jest? Nic ci się nie stało?
– Chyba nic, tylko bardzo boli mnie noga. Pomóż mi wstać – szeptała babcia.

Ola próbowała pomóc, ale nie mogła. Babcia była ciężka i nie mogła podeprzeć się tą chorą nogą.

– Oleńko biegnij po panią sąsiadkę.
– Tak już biegnę, babciu nic ci nie będzie ?  – płakała Ola.
– Nic nie będzie, biegnij już.

Ola przyprowadziła sąsiada, który akurat szedł koło ich domu. Pan Jan, popatrzył na nogę i zadzwonił po pogotowie. Stwierdził, że to może być złamanie.
Pogotowie zabrało babcię do szpitala, okazało się, że to mocne stłuczenie i starsza pani musi leżeć w łóżku, nie może tej nogi nadwyrężać.  Sąsiedzi bardzo starannie zaopiekowali się babcią, Olą i Raptusiem. Wieczorem, kiedy zostały same w domu, zastanawiały się, co dalej. Ola z babcią zdecydowały, że nie zawiadomią do rodziców, bo zmarnują im wakacje. Postanowiły, że dadzą sobie radę same. Ola przejęła opiekę nad babcią. Raptuś wskoczył na łózko  i przytulił swój mały nosek do policzka babci.

– Babciu, on cię przeprasza, on nie chciał – tłumaczyła Ola
– Wiem, kochanie, wiem. To ja powinnam uważać. Zawsze jestem sama i nie pomyślałam, że on mi może zagrodzić drogę. Nie gniewam się na niego. To fajny piesek.
– Dziękuje babciu.  Jesteś kochana. Ty nic się nie martw, ja jutro uszykuję śniadanie i posprzątam. A później pomyślimy.

Wieczorem wpadła sąsiadka Gienia, która mieszka dwa domy dalej i zaproponowała, że dopóki pani Basia będzie chora to ona będzie przynosiła obiad i zabierze Olę na zakupy w razie potrzeby.  Przyniosła ze sobą nawet karty do gry. Mieszka samotnie i nigdy nie ma z kim zagrać. A uwielbia grę w tysiąca.

– Macie ochotę ze mną zagrać? – zapytała
– Oczywiście, gramy  – zawołały chórem dziewczyny.

Ola z sąsiadką  usiadły obok łóżka, położyły na kołdrze drewnianą tacę, która służyła, jako stolik i zaczęły grę. Dziewczynka  szybko pojęła zasady gry w tysiąca.  Zapisywała wyniki na kartce.  Raptuś leżał przytulony do babci i obserwował zachowania pań. Machał wesoło ogonkiem, kiedy one wybuchały śmiechem. W końcu znużony grą zasnął.  Panie skończyły dopiero wówczas, kiedy babcia musiała wsiąć  leki i posmarować chorą, napuchniętą kostkę. Poprzednie leki przestały  już działać i ból dawał się babci we znaki.

– Dobranoc. Wpadnę jutro z obiadem i oczywiście zabiorę karty to znów sobie pogramy –  powiedziała sąsiadką na pożegnanie.
– Oczywiście. Dziękujemy bardzo za pomoc i miły wieczór –odezwała się babcia.

To będą wspaniałe wakacje – pomyślała pani Gienia.

– Oleńko czy ty naprawdę dasz radę, aby  się mną zaopiekować?  – zapytała zmartwiona Babcia.
– Babciu, pozwól mi na to, a pokażę ci, że można mi zaufać. Nie tylko tobą się zaopiekuję, ale i Raptusiem. Zobaczysz wszystko będzie dobrze. To będzie nasz czas i nasza mała tajemnica. Damy radę, co nie Raptusiu?
– Hau hau – odpowiedział zadowolony piesek.
– No widzisz babciu – i Ola z babcią wybuchnęły śmiechem na widok poważnej miny Raptusia.

Komentarze
Wczytywanie...