Przygody Psa Raptusia. Odcinek 13

0 182

Koniec roku szkolnego zbliżał się wielkimi krokami. Agnieszka miała dużo pracy. Wystawianie ocen. Sprawozdania, zebrania, rady pedagogiczne i jeszcze 4 egzaminy na studiach. Kończyła właśnie pracę kontrolną na temat stylu zarządzania. Była już tym wszystkim zmęczona. Dziewczynek nie było jeszcze ze szkoły. Raptuś cierpliwie czekał na wyjście na spacer. Właściwie to czekał tylko na Olę, bo Julka od tamtego incydentu z Wiktorem nie wychodzi z Raptusiem. Powiedziała, że to obciach chodzić z takim kundlem. W domu też się z nim nie bawi. Wypędza go nawet ze swojego pokoju. Rodzice próbowali jej tłumaczyć, że Raptuś to fajny piesek i wcale nie musi być psem rasowym, aby go kochać. Julka jednak wie swoje i kropka.

Marek coraz częściej wyjeżdża w delegacje. Firma otwiera nowy oddział w Poznaniu i on musi to wszystko nadzorować.  Jego kontakt z pieskiem ogranicza się tylko do poklepania go po głowie, gdy wyjeżdża i gdy wraca. Cała opieka spoczywa na Oli i Agnieszce.

– Raptusiu poczekaj jeszcze, Ola zaraz wróci i pójdzie z tobą. Ja muszę skończyć tę pracę na jutro – zagadała do pieska Agnieszka.

Raptuś siedział cichutko pod drzwiami. Cieszył się jak usłyszał otwierające się drzwi na klatce schodowej. Ale to nie była Ola. Podszedł do Agnieszki i drapał ją swoją małą, białą łapką po kolanie.

– Czego chcesz piesku?  Zaraz, poczekaj.

Raptuś chodził w kółko, kręcił się i drapał w drzwi, ale zajęta pracą Agnieszka nawet tego nie zauważyła.  Ola, długo nie wracała. Raptuś zaczął szczekać pod drzwiami, ale Agnieszka uspokoiła go i dalej pisała swoją pracę.

W pewnym momencie, piesek nie wytrzymał i zesikał się na dywanik w przedpokoju. Ze spuszczonym łepkiem położył się w swoim legowisku i zasnął. Agnieszka zupełnie o nim zapomniała. Kiedy do domu wróciła Ola, piesek wybiegł jej na spotkanie. Tak mocno cieszył się na jej widok, że zupełnie zapomniał o tym przykrym incydencie.

– Co tu tyle wody? – zapytała Ola
– Gdzie Oleńko? – mama spojrzała zza okularów
– W przedpokoju.

Mama wstała z krzesła, domyśliła się skąd ta woda. Było jej wstyd przed córką, że nie wyszła z Raptusiem.
– A to! To ja wylałam z miski i zapomniałam wytrzeć, ale już wycieram – dodała zakłopotana mama.
– Mamo, nie jestem głodna. Wyjdę z Raptusiem, niech sobie pobiega, taka ładna pogoda.

Agnieszka ścierała podłogę i myślała o Oli. Jakie to dobre i kochane dziecko. Ona z nas wszystkich jest najbardziej odpowiedzialna za pieska. W końcu to jej pies. Sama chciała. Tymi słowami jak gdyby usprawiedliwiła swoje zachowanie i zabrała się do pracy.
– Mam przecież inne zmartwienia na głowie – powiedziała sama do siebie.

Ola, domyśliła się skąd ta plama na podłodze. Nie chciała mamie nic mówić, ale miała do niej żal, że nie wyszła z pieskiem chociażby na chwilę

– Biedny Raptusiu, nie mogłeś już wytrzymać. Ja się na ciebie nie gniewam. Teraz obiecuje ci, że zawsze przybiegnę, choćby  na chwilę, aby cię wypuścić. Jesteś przecież mój piesek.

Od kilku tygodni słyszała zresztą od Julki: zabierz tego swojego psa, wyjdź z tym swoim psem, daj jeść temu swojemu psu. Julka nie nazywała go już Raptusiem. Mówiła o nim pies. Oli było bardzo przykro. Dobrze, że rodzice go kochali. Szkoda tylko, że nie mają dla niego czasu.
– Damy sobie radę Raptusiu no nie – krzyknęła Ola i pobiegła z Raptusiem w stronę idącej chodnikiem koleżanki.

Wieczorem, z tygodniowej delegacji wrócił Marek. Dla wszystkich przywiózł wspaniałe prezenty. Raptuś dostał piękny breloczek do obroży.  Ola od razu mu zaczepiła. Ale on chyba wolałby coś innego, bo nie był zbytnio zadowolony.

Marek miał dla żony jeszcze jedną wspaniałą wiadomość.  Kolega z pracy i jego żona Aldona, u których byli na kolacji, kupili właśnie dom na Karaibach i zapraszają Marka i Agnieszkę na jego otwarcie, na cały tydzień, a może i dłużej, w lipcu.

– A my? – zapytała Ola
– Wy pojedziecie w tym czasie do babci lub na obozy. Zobaczymy.
– Ja jadę na obóz siatkarski w lipcu – dorzuciła Julka.
– To ja z Raptusiem pojadę do babci – dodała Ola.
– To będą wspaniałe wakacje, zobaczysz kochanie – zakończył rozmowę Marek
Agnieszka uśmiechnęła się i już w myślach układała treść rozmowy z koleżankami z pracy. Swój dom! Pękną z zazdrości. Pomyślała.

Komentarze
Wczytywanie...