Przygody Psa Raptusia. Odcinek 12

0 104

Julka była przeszczęśliwa. Wczoraj Kaśka zapoznała ją z Wiktorem. Nawet rozmawiali ze sobą na przerwie. Co prawda nie sami, ale zawsze to już coś. Kasia, to koleżanka z klasy Wiktora. Znają się dobrze. Mieszkają obok siebie. Julka poznała ją tydzień temu. Musiała sporo się natrudzić. Świat Kaśki jest szczelnie zamknięty. Do grona jej przyjaciół należą tylko osoby z bardzo dobrych, czytaj: bogatych rodzin. Julka coraz bardziej starała się być kimś, kim nie jest. Nie była wychowana w luksusach jak Kaśka. Bardzo jednak chciała im dorównać, zarówno swoim dowcipem, zaangażowaniem i  kasą.

Dziś  umówiła się na spacer z Kasią. Ona też ma pieska, więc umówiły się na spotkanie w czwórkę. Julce chodziło głównie o spotkanie z Wiktorem, ale tego nie powiedziała Kasi.

– Mamo jest już obiad? – Julka wpadła do domu jak torpeda – szybko, bo idę na spacer z Raptusiem – mówiła w biegu.
– Poczekaj, pójdziesz później – odparła mama.
– Nie mogę, Kasia na mnie czeka. Zjem później – powiedziała i zwróciła się do Raptusia – Chodź ty mój kochany piesiu, mój malutki, idziemy na spacerek. Poznasz pieska Kasi. Będziecie się razem bawić – mówiła do pieska tak pieszczotliwym głosikiem, że aż sam Raptuś dziwił się co się Julce stało.

Wreszcie przyszła, a właściwie przyfrunęła  na umówione spotkanie. Kasia już na nią czekała. Na ręce trzymała małego Yorka, ubranego w różową sukieneczkę i różowo-białe kokardki we włosach uczesanych w dwie kiteczki. Sunia wyglądała uroczo.

– To twój pies? – zapytała Kasia – jakiej jest rasy?
– Nie wiem, a czy to ważne, pies to pies, kochamy go – odparła Julka.
– Jak to nieważne? – Zdziwiła się dziewczyna – A rodowód? Przecież bez rodowodu nie możesz z nim chodzić na wystawy – dodała.
– Ależ Raptuś nie chodzi na wystawy.
– Jak ty o nim powiedziałaś? Raptuś? Co to za imię? No tak, ale skoro bez rodowodu to chyba może mieć takie imię – wzruszyła ramionami Kasia.
– A twój jak ma na imię? – zapytała Julka
– To jest sunia, nie pies. Wabi się Inez. Ma już dwa medale i tytuły: Najpiękniejszy Junior Wystawy i Zwycięzca Rasy. Teraz szykuje się na następną wystawę – Kasia opowiadała Julce jaka to śliczna sunia, jaka mądra i utalentowana, ile przeznaczają pieniędzy na jej kosmetyki i ubranka.  Julka nie słuchała koleżanki, wodziła  wzrokiem po okolicy i wypatrywała Wiktora. Jest, stoi w grupie z kolegami, niedaleko sklepu spożywczego.
– Kasiu, muszę mamie kupić cukier, możemy pójść do tego sklepu – skłamała Julka
– To ty robisz zakupy? Nie macie gosposi? – zdziwiła się dziewczyna.
– Mamy, ale gosposia musiała wcześniej wyjść i zapomniała – kręciła coś Julka.
– No to chodźmy, ja nigdy takich rzeczy nie robię – dziwiła się dalej  Kaśka.
– O cześć chłopaki- krzyknęła Kaśka do swoich znajomych.
– Cześć  – odezwali się chórem.  Dokąd to?  – zawołał jeden z nich.
– A tak sobie chodzimy – odparła Kasia wciąż trzymając swoją Inez na rękach.
– A co to za pies? – zapytał Wiktor, pokazując na Raptusia
– To Raptuś, czy jak mu tam, pies Julki – odpowiedziała i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
– Co to za pies? Co to za rasa? Jaki to pies? Raptuś, śliczne imię, wprost urocze, a pies? To kundel a nie pies – śmiali się coraz głośniej.
– To zwykły kundel – zawołał Wiktor – wstydziłbym się z takim chodzić po ulicy.

Julka zaniemówiła. Nie wiedziała jak się zachować. Było jej wstyd. Nienawidziła tego Raptusia. Kto mu nadał takie imię? Przez niego, Wiktor się z niej śmieje.  Chyba wolałaby się zapaść pod ziemię. Szarpnęła pieska i rzuciła do Kaśki:

– Muszę już iść. Przypomniałam sobie, że muszę coś załatwić – cześć.
Julka szybko oddalała się od grupy młodych ludzi.
– Julka,  a cukier? – zawołała Kaśka
Ale dziewczyna nawet się nie obejrzała. Miała oczy pełne łez. Jak on mógł ją tak potraktować. To wszystko przez tego psa. Kundla. Jak ja jutro pokażę się w szkole. Julka czuła się  źle jak nigdy dotąd.
Wpadła do domu, chyba jeszcze szybciej niż torpeda.
– Więcej nie idę na spacer z tym głupim kundlem. Nie mogliście kupić rasowego psa. Wszystkie moje koleżanki mają psy rasowe, a my oczywiście kundla- krzyczała Julka.
– Co się stało? – zapytała mama
– Co się stało? Co się stało? Wszyscy się ze mnie śmieją, że mam takiego psa. Zwykły kundel.

Raptuś stał posłusznie. Nadstawiał swoje małe uszka jakby chciał podsłuchać, co Julka wykrzykuje. Kiedy skończyła podszedł do niej i łapką trącił nogawki spodni. Chciał na siebie zwrócić uwagę. Julka nie odpięła mu ani smyczy ani szelek.

– Odejdź stąd kundlu – krzyknęła dziewczyna – Nienawidzę Cię.
– Julka, opamiętaj się, Raptuś niczemu nie jest winien- zawołała mama
– No właśnie Raptuś, jakieś kretyńskie imię. Kto je wymyślił?
– Przecież wszyscy zgodziliśmy się na to imię. Ty też.

Julka wzruszyła ramionami i poszła do swojego pokoju. Mama odpięła Raptusiowi smycz i poszła do swoich zajęć. Piesek wszedł do pokoju Oli, ale nie było tam jego młodej pani. Położył się grzecznie w swoim łóżeczku i nadsłuchiwał powrotu Oli z zajęć kółka recytatorskiego.

Komentarze
Wczytywanie...