Przygody Psa Raptusia. Odcinek 11

0 240

Raptuś  kręcił się w swoim psim łóżeczku. Obok niego stała pusta miseczka po zjedzonym śniadaniu. Swój mały łepek oparł na białych łapkach i czekał na domowników. Zbliżała się, bowiem  pora wyjścia na popołudniowy spacer. Piesek wiedział, że jego rodzina zawsze przestrzegała godzin spaceru. Leżał, czekał  i rozmyślał. Przypomniał sobie wspaniałe dni spędzone z Agnieszką podczas tegorocznych  ferii. Ale ferie minęły już dawno. Teraz wszyscy pracują, uczą się i nikt nie ma na nic czasu. Poranne spacery  pieska są bardzo krótkie.

Nie mogąc się doczekać, Raptuś podniósł się, pobiegł do kuchni, napił się wody i położył  pod drzwiami w przedpokoju.

– Zaraz przyjdzie Ola – pomyślał- będę już przygotowany.

W pokoju zegarowa kukułka zakukała  dwa razy. Raptuś bez tego kukania wiedział, że zbliża się godzina czternasta.  To czas powrotu Oli ze szkoły. Ale dziewczynka długo nie przychodziła. Znudzony czekaniem pod drzwiami wrócił na swoje legowisko.  Przypomniał sobie wczorajszy wieczór, kiedy późnym wieczorem chciał powitać Marka po pracy,   ale Pan  odepchnął go ręką i powiedział: – idź sobie pies, ja nie mam siły na zabawę.
Raptusiowi zrobiło się przykro. Pan powiedział: pies, tak jakby Raptuś  był jakimś zwykłym psem. Spuścił głowę i podreptał do śpiącej już Oli.

Piesek wie, że pan mocno go kocha.  Szybko  usprawiedliwił jego zachowanie  – na pewno miał zły dzień – pomyślał. Raptuś, coraz bardziej kręcił się z boku na bok. Czekał niecierpliwie na Olę, Julkę i Agnieszkę. Nikt jednak nie przychodził.  W końcu zasnął.

Kiedy wybiła godzina piętnasta do domu wpadła zdyszana Ola.

– Raptuś!  chodź pieseczku szybko na spacer,  ja muszę jeszcze wracać na próbę teatralną – mówiła dziewczynka i w pośpiechu zakładała pieskowi smycz.  Po schodach biegli szybko i jak tylko Raptuś załatwił swoje potrzeby fizjologiczne, wrócili do domu.

– Raptusiu, kochany przepraszam cię, ale nie mogę dłużej zostać. Pani zwolniła mnie tylko na pół godziny. Szybko przybiegłam, bo wiem, że chciało ci się wyjść posikać, ale muszę wracać. Posiedź sobie jeszcze trochę. Zaraz powinna wrócić Julka, bo mama ma radę pedagogiczną i wróci późno.  Pa pa pieseczku – wołała dziewczynka zamykając drzwi na klucz.

Raptuś bardzo ucieszył się z wizyty Oli. Pewnie, że rozumiał.  To przecież mądry piesek. Wiedział, że Ola zapisała się na kółko teatralne i w przedstawieniu gra główną rolę: Kopciuszka.

Piesek, znów położył swój mały łepek na poduszce, zamknął oczy i wspominał piękne dni z Agnieszką. Ani przez chwilę wówczas  nie był sam. Agnieszka chodziła z nim na długie spacery a on mógł do woli hasać po śniegu.  Szkoda, że już nikt nie ma czasu. To były cudowne chwile. Marzył.

Pierwsza do domu wróciła Ola. Była bardzo zdziwiona, że nie ma jeszcze Julki. Dopiero po godz. 17 wróciła mama, a po niej Julka.

– Julka co się stało, dlaczego tak późno wróciłaś? – zapytała Ola
– Byłam u Basi, odrabiałyśmy lekcje. Dlaczego pytasz?
– Raptuś był sam w domu. Mogłaś pomyśleć.
– O Raptusiu, przepraszam piesku. Zupełnie zapomniałam. Mogłam cię przecież zabrać ze sobą. No już się nie gniewaj. – Julka przytuliła pieska tak mocno, że aż zapiszczał ze szczęścia albo z bólu.

Raptuś lubi jak w domu są wszyscy, no prawie wszyscy. Uwielbia ten ruch, krzyk, harmider. Dosyć ma ciszy i samotności do południa. Wszyscy krzątają się i coś mówią, opowiadają, śmieją się. Piesek tylko nadstawia uszu, nie chce niczego przegapić.  Patrzy na mówiącego prosto w oczy, czasami szczeknie albo pomruczy jak kotek, jakby dawał znak, że też chciałby opowiedzieć swoją historię dnia.

Po kolacji mama zwróciła się do Julki.
– Jula, weź pieska na spacer. Dzisiaj praktycznie nie był na spacerze.
– Mamo, ja mam jeszcze tyle nauki. Jutro sprawdzian z historii. – odparła córka
– Ja też mam mnóstwo pracy, obiecałam oddać sprawdziany, a jeszcze zmywanie i prasowanie – usprawiedliwiała się mama.

Obie z Julą spojrzały na Olę. Dziewczynka bez słowa ubrała się i wyszła z Raptusiem.
– Olu nie odchodź daleko. Bądź blisko bloku – mama zwróciła się do córki.
– Dobrze, dobrze, nie pójdę daleko.

Na dworze było chłodno. To końcówka zimy. Gdzie nie gdzie leżał jeszcze śnieg. Raptuś podskakiwał wesoło. Lubił spacery z Olą. Rządził wtedy, oj rządził. Pociągnął dziewczynkę w stronę parkingu. Ola kucnęła, nachyliła się nad Raptusiem i szepnęła mu do ucha.

– Widzisz piesku, wszyscy cię kochają, ale nie mają czasu. Nie gniewaj się na nich. Jutro pewnie znajdą czas. Dziś będziesz tylko ze mną. Ja kocham cię najmocniej i dla mnie nie ma nic ważniejszego niż ty.

Piesek kiwał ogonem i patrzył tymi swoimi czarnymi oczkami prosto na Olę. Rozumiał wszystkie jej słowa. Na pewno rozumiał.  I widać było, że wcale się nie gniewał na innych.
Ola szła za pieskiem, który ciągnął ją dalej i dalej.  Sama nie wie, kiedy znalazła się po drugiej stronie ulicy na sąsiednim osiedlu.

Córka długo nie wracała, zaniepokojona mama zadzwoniła na Oli komórkę. Dzwonek  telefonu dobiegał  jednak z przedpokoju.

– No tak, Olka zapomniała komórki. Co się z nią dzieje? –  Martwiła się mama.
Założyła płaszcz, buty i wyszła poszukać córki. Obeszła blok ze dwa razy, pytała sąsiadów, ale nikt Oli nie widział. Zaniepokojona pobiegła na parking. Chciała wsiąść do samochodu i objechać osiedle. Nagle zobaczyła Olę i Raptusia jak biegają i bawią się na skwerku obok parkingu. Stanęła na chwilę i przyglądała się zabawie. Tak,  Ola i Raptuś potrzebują zabawy, to przecież jeszcze dzieci. Uśmiechnęła się i podeszła do nich.

– Mamo, co tu robisz? Gdzie idziesz?- zapytała zdziwiona Ola
– Wyszłam zobaczyć, co robicie, ale widzę, że świetnie się dogadujecie. Wiesz Olu Raptuś bardzo cię kocha. Myślę, nie, nie, wiem to, dla Raptusia to ty jesteś jego panią, nie ja. Jestem z ciebie bardzo dumna, że tak wspaniale opiekujesz się pieskiem. On z tobą jest bardzo szczęśliwy.

Mama chwyciła córkę za rękę, przytuliła do siebie  i wszyscy razem ruszyli w stronę domu. Po drodze spotkali Julkę. Biegła w ich stronę.

– Jesteście! Już się martwiłam – powiedziała zdyszana.
– Co wam się dzisiaj stało?  – zapytała Ola.
Mama nie zdążyła odpowiedzieć, bo tej chwili zadzwonił telefon. To Marek.
– Agnieszko, gdzie jesteście? Dzisiaj, szybciej wróciłem do domu, a tu nikogo nie ma – słychać było głos taty w słuchawce.
– Na spacerze z Raptusiem – rzekła Agnieszka.
– A dziewczynki?
– Dziewczynki są ze mną.
– Jak to wszyscy jesteście na spacerze? – Zawołał zdziwiony tata.
– Tak, wszyscy, a jaki Raptuś zadowolony.
– Poczekajcie na mnie, już do was idę – zakończył rozmowę.

Marek dołączył do rodziny i jakoś nikomu już nie spieszyło się do domu. Tata nie był zmęczony, Agnieszka nie dokończyła zmywania naczyń, Julka nie do końca przygotowała się do sprawdzianu. Wszyscy zapomnieli o troskach i kłopotach. Spacerowali prawie  godzinę. Dawno nie byli razem na takim rodzinnym spacerze. Kierunek spaceru wyznaczał oczywiście Raptuś, który ciągnął Olę gdzie chciał. Ola posłusznie szła za swoim pupilkiem, a cała rodzinka za nią. Nikt nie protestował. Śmiali się, żartowali i wyścigowali się z Raptusiem. Zmęczeni i szczęśliwi wrócili do domu.

– Raptusiu dziękuję ci, że jesteś. To dzięki tobie mieliśmy udany rodzinny wieczór – powiedział tata i pogłaskał pieska po karku.

Dumny jak paw mały piesek, pomerdał ogonem na znak, że zgadza się ze słowami pana, podał mu łapkę na dobranoc  i zasnął głębokim snem. Czy coś mu się śniło? Pewnie tak, bo kilka razy uśmiechał się przez sen.

W rodzinie Raptusia wszystko układało się pomyślnie. Marek został dyrektorem. Zarządzał wielkim działem i kilkudziesięcioma pracownikami. Jeździł nowym, ‘”wypasionym” samochodem. Chodził w drogich garniturach. Jedynym minusem tej pracy było to, że ciągle przebywał poza domem. Agnieszka i dziewczynki przyzwyczaiły się do tego. Wszystkie obowiązki domowe wzięły na siebie. W końcu coś za coś jak to mówiła Julka.

Julka jest bardzo szczęśliwa. Ma modne ciuchy. Dostała super zegarek i komórkę. Należy w klasie do tzw. elity. Jest  zakochana w Wiktorze i nawet  nie zauważa nieobecności taty. Wiktor to kolega z II a. Chodzi do tego samego gimnazjum co Julka. Niestety, chłopak nie  zwraca uwagi na Julkę. Ale  ona jest w niego wpatrzona jak w obraz. Ciągle szuka okazji do spotkania się z nim. Dowiedziała się, że mieszka na sąsiednim osiedlu i o 16.30 wychodzi ze swoim psem na spacer. Julka codziennie, ku wielkiemu zdziwieniu Oli zabiera Raptusia o 16.30 na spacer. Oczywiście idzie na osiedle Wiktora. Nieraz go spotka, ale przeważnie z kimś, jak nie z kolegami to z babcią, to z jakaś dziewczyną. Najbardziej denerwuje ją ta dziewczyna.
Pewnego dnia jego wielki bernardyn chciał podbiec do Raptusia, ale Raptuś tak się wystraszył, że z całej siły pociągnął Julkę na drugą stronę uliczki.  Dziewczyna szarpnęła pieska  i krzyknęła  ze złością – chodź tu ty głupi psie!  Wiktor  nie zwrócił  uwagi, ani na Julkę, ani na Raptusia.  Szedł dumnie po drugiej stronie chodnika i machał ręką do swoich kolegów. Musiał przecież widzieć Julkę. Znał ją przecież z widzenia ze szkoły. Był  jednak dumny i zarozumiały – jak to określały nowe koleżanki Julki ze szkoły.

Raptuś uwielbiał te spacery z Julką. Były długie i w dodatku na nowym, nieznanym osiedlu. Ileż tam było zapachów nowych, nieznanych piesków. Raptuś nawet nie obraził się na Julkę za to szarpnięcie, A słów wcale nie zrozumiał.  Szedł radośnie podskakując w stronę domu. Tylko Julka  miała kwaśną minę i była wściekła i na siebie i na Raptusia.

U Agnieszki też spore zmiany. Wśród nauczycieli zyskiwała nowych sympatyków. Jej grupa liczyła  już 8 osób. Robiła wszystko, aby przekonać ich do siebie. Posunęła się nawet do napisania skargi na zachowanie dyrektora względem nauczycieli.  Wydział oświaty przy Urzędzie Miejskim ingerował już dwa razy w szkolny konflikt. Na studiach  radziła sobie doskonale. Wierzyła, że zostanie dyrektorem szkoły. Musiała jakoś dorównywać Markowi.

Tylko Ola w całym tym rodzinnym galimatiasie pozostawała wierna swoim upodobaniom. Miała unormowany dzień pracy. Rano spacer z Raptusiem, szkoła, obiad zajęcia pozalekcyjne, odrabianie lekcji, spacer wieczorny z pieskiem koło bloku i spanie oczywiście z Raptusiem pod kołderką. Piesek bardzo zżył się z Olą. Przebywa z nią najwięcej czasu.

Dziś po powrocie z pracy Agnieszka odwiedziła fryzjera i kosmetyczkę. To  szczególny dzień.  Po raz pierwszy idzie z Markiem na spotkanie biznesowe. Do tej pory mąż chodził sam, ale dziś postanowił przedstawić żonę swoim kolegom.

– Mamo, wyglądasz ślicznie – odezwała się Ola – Prawdziwa żona dyrektor- dodała.
– Dziękuję Olu – odpowiedziała zamyślona Agnieszka. Prawdziwa żona dyrektora? To tak o niej myślą inni. Musi to koniecznie zmienić. Nie może być dodatkiem do męża. Też będzie dyrektorem.
– O maminka jaka piękna – przedrzeźniała się Julka. – załóż ten piękny biały naszyjnik i bransoletkę, będą pasowały.
– Gotowa? – zapytał Marek i zwrócił się do córek – A mnie to już nikt nie pochwali?
– Oj tata, ty zawsze jesteś elegancki – rzuciła Ola – Patrz Raptuś jacy twoi państwo eleganccy.

Agnieszka nie znała nikogo z nowych współpracowników męża. Miała pewne obawy, czy sobie poradzi. Zastanawiała się jak to jest na takich przyjęciach. Nie znała się na interesach męża, nie lubiła alkoholu, nie znała żartów, nie była obeznana w takim środowisku.

– Przedstawiam moją żonę….. – mówił Marek do swoich znajomych, ale Agnieszka oszołomiona pięknymi strojami pań, przepychem wnętrza i smakowitymi daniami nie słuchała tego, co mówi mąż.
– Czym się pani zajmuje? – zapytała jedna z pań
– Pracuję w oświacie.
– Skromność jest u mnie w wielkiej cenie. Niech zgadnę, kurator oświaty, czy dyrektor placówki? – ciągnęła rozmowę nowa znajoma.

Agnieszka, jakby zawahała się przez chwilę – Niestety tylko dyrektor – odpowiedziała i sama nie wiedziała,  dlaczego tak zrobiła. Czyżby wstydziła się, że jest tylko nauczycielką. Nie, chyba nauczycielka nie byłaby tu mile widziana. Zwykła nauczycielka wśród elity? Chyba nie.
Początek przyjęcia był dla Agnieszki koszmarny, ale w miarę upływu godzin atmosfera stawała się coraz bardziej przyjemna.  Aldona, którą poznała okazała się „super babką”. Jej mąż pracował razem z Markiem. Ona była prezesem firmy kosmetycznej. Panie szybko znalazły wspólny język o produkcji kosmetyków, biologicznym jej podłożu, badaniach naukowych.  Pani Aldona zaprosiła nawet Agnieszkę i Marka do swojego domku na wsi na kolację za miesiąc.

To inne życie – myślała Agnieszka. Nic dziwnego, że tak bardzo zafascynowało Marka. Spodobało się i jej. Teraz już wiedziała. Koniecznie musi zostać dyrektorką szkoły. Choćby po trupach.

Rodzice wrócili nad ranem. Ola z Julka spały w najlepsze. Tylko Raptuś po usłyszeniu klucza w zamku zerwał się na równe nogi i pobiegł przywitać domowników.

– Idź ty Raptusiu spać- szepnął Marek do pieska.

Agnieszka pogłaskała go po grzbiecie i zaniosła do pokoju Oli. Pocałowała Olę na dobranoc i oczywiście Raptusia, bo nie dawał za wygraną i sam nadstawiał pyszczek do całowania. W końcu pilnował dziewczynek. Co prawda rodzice powierzyli opiekę sąsiadce obok, ale to Raptuś czuł się odpowiedzialny za cały dom.

Agnieszka długo nie mogła zasnąć. Dlaczego skłamała? Dlaczego Marek nic nie powiedział na ten temat? A jak to się wyda? Jak wszyscy ci znajomi dowiedzą się, że nie jest dyrektorem? Biła się z myślami do rana. Rano Marek podszedł do żony pocałował ja w policzek i powiedział:

– Byłaś wspaniała, dla mnie już jesteś dyrektorem. Dziękuję ci za miły wieczór. Moi koledzy są tobą oczarowani.
– Dziękuje Marku, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.

– Myślę kochanie, że dziś powinniśmy zwolnić Olę z porannego spacerku. Jest sobota, niech sobie pośpi. Pójdziemy razem z Raptusiem.  Dobrze nam zrobi taki poranny spacer.
Piesek już czekał cierpliwie w przedpokoju. Reaguje na słowo spacer. Cieszył się machając wesoło ogonkiem.

– Idziemy Raptusiu! – Marek zapiął mu szelki i smycz i razem z żoną udali się na długi spacer do pobliskiego parku.  Piesek uwielbiał ten park. Znał tu każdy kąt. Pan Marek spuszczał go na chwilę ze smyczy, aby mógł pobiegać. A Raptuś biegał jak szalony. Kręcił ósemki, kółka i kółeczka, ale zawsze przybiegał na zawołanie swojego pana. Wiedział, że jak będzie nieposłuszny to pan nie spuści go więcej ze smyczy. A takie bieganie to była przecież wielka frajda.

Komentarze
Wczytywanie...