Przygody psa Raptusia. Odcinek 1

0 47
Część I  RADOŚĆ

Miałem dom. Rodzinę. Byłem kochany i rozpieszczany. Pewnego dnia nie wróciłem już do swojego domu. Moi kochani państwo wyszli ze mną na spacer do pobliskiego parku. Spuścili mnie ze smyczy i kazali zostać. Odchodzili pospiesznie. Byłem trochę zdziwiony, że mnie nie wołają. Biegłem za nimi, ale oni rzucali we mnie patykami. Myślałem, że to zabawa. Chwyciłem patyk i biegłem dalej. Ale to nie była zabawa. Zrozumiałem, kiedy zobaczyłem jak mój kochany pan rzucił we mnie kamieniem. Nie mogłem już biec, poczułem ostry ból w łapce.

W parku przeleżałem całą noc. Było zimno. W końcu to listopad. Rano znaleźli mnie jacyś ludzie. Zawieźli  do schroniska. Przed oczami ciągle miałem widok odchodzących szybko, kochanych ludzi. Nie mogłem zrozumieć co się stało?!

Dziś mam ciepłą budę, pełną miskę, dwóch czworonożnych przyjaciół, dobrą opiekunkę, która czasami pogłaszcze mnie po karku, i kraty, kraty, które widzę nawet we śnie i jedno, jedyne marzenie: pokochaj mnie proszę. Nie sprawię ci żadnego kłopotu, nie będę nawet dużo jadł, a jak zachoruję, nawet ci o tym nie powiem, aby cię nie martwić. Będę twoim pomocnikiem i najlepszym przyjacielem, tylko mnie zabierz stąd.

Przytul mnie tylko i pokochaj, proszę…

Trzy lata wcześniej

– Mamo!, mamooo! – Olę było słychać już na klatce schodowej. Mamooo! – krzyczała zadyszana. Przestraszona Agnieszka pospiesznie otworzyła drzwi i zanim zdążyła zapytać, co się stało, Ola wykrzyczała:

– Wiesz Monika ma małe pieski i powiedziała, że jednego może mi dać. Weźmiemy prawda? Mamo, one są takie śliczne! Szczególnie jeden, ja już go wybrałam. Mamo zgódź się! Proszę. One są takie cudowne!  – Dziewczynka mówiła jak nakręcona. Nie czekała nawet na odpowiedź matki, pobiegła szybko do swojego pokoju, rzuciła szkolny plecak, przesunęła mały fotelik i usiadła zmęczona. O, tu będzie jego miejsce – powiedziała sama do siebie – tak jakby już wszystko było załatwione z przyjęciem pieska do domu.

Agnieszka zamyśliła się przez chwilę. Pies? W domu pies? Sama nie wiem- pomyślała. Kiedy była dziewięcioletnią dziewczynką, taką jak teraz jest Ola, też chciała mieć psa, ale matka nigdy się nie zgodziła. Pamięta jak zazdrościła koleżankom, że mają takie kochane psiaki. Z czasem jednak pogodziła się z tym, później już nigdy nie myślała o psie. Teraz, po tylu latach, temat powrócił. Zdała sobie sprawę z obowiązku, jaki ją czeka. Wyprowadzanie, leczenie, sprzątanie sierści – nie, to nie dla mnie.  Powie Oli stanowcze nie. Czyżby po latach zrozumiała postępowanie swojej matki? Poczekam z decyzją na  Marka i na Julkę. Tak postanowiła i zabrała się za sprawdzanie klasówek pięcioklasistów.

Tymczasem Ola, po małym przemeblowaniu  w pokoju, usiadła przed komputerem i przeszukiwała informacje o szczeniakach.  Legowisko, kocyk, dwie miseczki, mata do sikania, torba, transporter, zabawki, pokarm – zapisywała na kartce papieru. Kiedy skończyła weszła poważnym krokiem do kuchni i podeszła do stołu, przy którym mama sprawdzała  klasówki z przyrody.  Położyła zapisaną kartę na stole i bez słowa spojrzała na matkę.

– Olu, jeszcze nie podjęliśmy żadnej decyzji – powiedziała Agnieszka – musimy poczekać na przyjazd taty i Julki –  Pies w domu to wielki kłopot. Wszystko spadnie na mnie, dlatego nie zgadzam się. Zobaczymy zresztą, co na to powie tata jak wróci z pracy.

– Mamo, proszę cię, wszystkie moje koleżanki mają psa albo kota, tylko ja nie mam – błagała dziewczynka –  To będzie mój piesek. Ja będę się nim opiekować, wyprowadzać na spacer. Mam w skarbonce trochę pieniędzy, to kupię kocyk i zabawki. Nic a nic nie będziesz przy nim robiła. Obiecuję, on nie będzie ci przeszkadzał. To bardzo cichutki piesek. Proszę, zgódź się.
– Zobaczymy – powiedziała mama. Poskładała niesprawdzone prace i zabrała się za gotowanie obiadu –  Idź Olu odrób lekcje, za godzinę będzie obiad. Porozmawiamy o piesku później – powiedziała chłodno do córki. Była zła na całą tę sytuację. Nie chciała powtarzać historii sprzed lat. Pamięta, że była  wściekła na swoją matkę, za jej stanowczość i upartość. Pamięta, że ojciec byłby się nawet zgodził na psa w domu, ale matka przekonała go swoim stanowczym tonem i odpowiednimi argumentami. Agnieszka nie wie, co to pies w domu. A może pozwolić Oli?  Poczekam na powrót Marka. U niego w rodzinie zawsze były psy. Niech on podejmie właściwą decyzję. Tak, tak zrobię – pomyślała.

Przy obiedzie  Julka opowiadała o lekcji historii. Marek z wielkim zadowoleniem mówił, że szef pochwalił go dzisiaj za sumienną pracę i obiecał podwyżkę. Tylko Agnieszka i Ola siedziały zamyślone. Obydwie, myślami były przy piesku. Jak zacząć rozmowę?

– Olka, coś ty taka zamyślona?  – odezwał się tata i dał córce szturchańca, aby się ocknęła. Coś w szkole nie tak poszło? A może jesteś chora? Co jest Oleńko?
– Monika ma śliczne pieski. Jednego z nich chciałabym mieć….. – zaczęła nieśmiało – będę się nim opiekowała. Obiecuję.

Agnieszka spojrzała na męża. Jego twarz pokryła się lekkim uśmiechem. Trudno jednak było wyczytać czy na tak, czy na nie.  Za to Julka podskoczyła radośnie.

– Super – krzyknęła. Ja też chcę psa. Olu, jaki on jest?
– Malutki, śliczny, biały z łatką czarną i ma takie czarne oczka i małe łapki i i ….. cały cudowny i taki kochany. Patrzył tak na mnie jakby chciał powiedzieć: przytul mnie  i pokochaj.
– Tak mówił? – przedrzeźniał się tata.
– Tak, bo pieski też potrafią czuć i kochać. Pani nam mówiła w szkole.
– A co nasza mamusia na to? Zwrócił się z pytaniem do żony.
– Sama nie wiem. Skoro Ola i Julka tak bardzo chcą mieć pieska, to może spróbujemy. Może to i fajny pomysł, sama nie wiem. Decyzję pozostawiam tobie.
– Muszę się z tym pomysłem przespać. Dziewczynki przygotują mi na jutro rozkład pracy przy piesku i wtedy podejmę decyzję. Na mnie nie liczcie, wychodzę rano i wracam późno. Nie będę wychodził z psem na spacery. Mogę finansować jego potrzeby i zabierać go na przejażdżki rodzinne. Co wy na to?
– Tatusiu, dziękuję.
– Skoro tak, ja mogę szykować mu jedzenie i wychodzić we wtorki rano na spacer, bo mam lekcje dopiero o 10,00 – zgodziła się mama.
– Wszystko uwzględnimy. Dziękujemy –  Dziewczynki szybko zjadły obiad  i udały się do pokoju Julki, aby zrobić harmonogram spacerków z pieskiem. Pokłóciły się nawet, bo każda chciała z nim wychodzić w niedzielę po południu. W końcu doszły do porozumienia. Jeszcze wieczorem oddały ojcu trzy zapisane kartki.
– Jak myślisz Julka, tata się zgodzi? – zapytała Ola.
– Myślę, że już się zgodził, tylko tak udaje, że się zastanawia. Tak robi prawdziwy urzędnik.

Ola nie mogła spać w nocy. Kiedy wreszcie w pokoju rodziców zadzwonił budzik, wbiegła szybko do sypialni.

– No i jak tata? Możemy mieć pieska? – zapytała, a oczy zrobiła tak duże, że rodzice wybuchnęli  śmiechem.
– Możemy. A jak wrócę z pracy pojedziemy do rodziców Moniki i uzgodnimy wszystko. Na razie nic o tym piesku nie wiemy. Szczeniak wywróci nasze życie do góry nogami. Czy jesteśmy na to gotowi?
– Tak, tak – krzyczały Ola z Julką. Rodzice uśmiechnęli się tylko i pokiwali głowami – Zobaczymy.

Na drugi dzień czwórka Krapsińskich  pojechała do rodziców Moniki, aby zobaczyć swojego nowego członka rodziny. Pani Aldona, mama Monisi, pokazała im pięć małych cudacznych psiaków

– To ten! – Ola chwyciła i podniosła małego, białego pieska.
–  Śliczny – zachwyciła się Julka. Daj mi go. Cudak po prostu cudak. A jaki mięciutki i cieplutki. Będziesz nasz. Cieszysz się piesku?

Piesek najwyraźniej się ucieszył, bo machał radośnie ogonkiem. Agnieszka pogłaskała pieska po małym pyszczku.

– Ładny – powiedziała chłodno.
– Polizał mnie – krzyknęła Julka – Tata zobacz.

Marek chwycił delikatnie małego szczeniaczka i przytulił do policzka. Później spojrzał mu w oczy i powiedział – masz rację Olu, jego oczy mówią: Przytul mnie i pokochaj. No piesku jesteś nasz. Witaj w rodzinie. Będzie ci u nas dobrze.

–  Maluch ma już 7 tygodni. Tydzień temu był po raz drugi odrobaczony.  Za tydzień czeka go pierwsze  szczepienie przeciwko nosówce i parwowirozie. – Pani Aldona przekazywała nowicjuszom wiele cennych wskazówek. Należy pamiętać, – mówiła – że nasz maluszek jest  w okresie gwałtownego rozwoju reakcji lękowych i potrzebuje miłości i pocieszenia. Strach przed obcymi ludźmi i nowymi sytuacjami powoduje przeżycie szoku, dlatego też należy starannie przygotować dom, aby czuł się w nim potrzebny i kochany.

– Socjalizację pieska należy rozpocząć od pierwszego dnia pobytu w domu. Informujemy spokojnie, czego mu nie wolno, staramy się odwrócić jego uwagę od rzeczy niebezpiecznych. W wychowaniu pieska powinna brać udział cała rodzina i wszyscy powinni działać konsekwentnie – ciągnęła swoją wypowiedź mama Moniki.

– Szczeniaczek to prawie małe dziecko. Śliczny, malutki, wesoły, ale wymaga wychowania. Psy, podobnie jak dzieci nie są samo wychowalne. Potrzebują wskazówek, zabaw, ruchu i rodziny, ale myślę, że państwo o tym doskonale wiedzą – uzupełnił wypowiedź żony pan Wiktor.

– Wstyd się przyznać, – powiedział Marek – ale niewiele wiemy o wychowaniu pieska. Obiecujemy jednak, że będziemy się dokształcać. Wychowamy tego psiaka na mądrego psa.

– No rodzinka! Jedziemy. Musimy kupić wyprawkę i zastanowić się nad imieniem – zawołał tata.
– Ja już wymyśliłam imię – cichutko powiedziała Ola.
– Jakie? – zapytali chórem.
– Raptuś!
– Raptuś? dlaczego Raptuś?- zdziwiła się mama.
– A mnie się bardzo podoba – dodała Julka – Niech będzie Raptuś.
– Niech będzie Raptuś – zawołali chórem.
– Cześć Raptusiu, wkrótce po ciebie przyjedziemy i zabierzemy do domku – powiedziała Julka i położyła go obok psiego rodzeństwa. Jesteś już nasz. Kochamy cię mocno.

ciąg dalszy za tydzień……………….

 

 

 

Komentarze
Wczytywanie...