Nasze początki w zawodzie i czy ma rację najsłynniejszy weterynarz świata?..

0 3

Każdy, kto rzeczywiście marzy o zostaniu lekarzem weterynarii powinien dokładnie zaznajomić się z postacią Jamesa Herriota (polecamy opowieści autobiograficzne i film w polskiej wersji). Ten zacny „nieludzki doktor” rzekł: granica, która dzieli weterynarza od piramidalnego głupca jest bardzo cienką linią… jeśli więc ktoś wybiera ten zawód wyłącznie z miłości do zwierząt nie licząc się z zakresem obowiązków i etyką lekarską, będzie mieć kłopoty.

Dlaczego właśnie zawód weterynarz?

Oboje długo dojrzewaliśmy do tego, by pracować w weterynarii. Studia są ciężkie, nie chodzi tylko o ilość wiedzy, ale praktyki w rzeźni, robienie sekcji czy kolczykowanie wieprzy… bo oprócz pracy w gabinecie lekarskim, weterynarze badają mięso, doglądają zwierząt fermowych, czy dzikich. Zawód jest piękny, ale wówczas, gdy wykonuje się go z odpowiedzialnością i należytą starannością. No i ciągle trzeba się uczyć! Jedno z nas po studiach praktykowało w dużej klinice, drugie w stadninach i ogrodzie zoologicznym. I w końcu nadszedł czas by wybrać miejsce i założyć lecznicę. Chcieliśmy być nieco inni – bardziej elastyczni. Założyliśmy zatem, że zwierzęta mają się nas mniej bać; leczymy tak by ból i stres był jak najmniejszy i jeśli czegoś nie wiemy, konsultujemy się z innymi fachowcami. Nikogo nie odsyłamy bez udzielenia pomocy. Opiekun zwierzęcia musi wiedzieć jak najwięcej o schorzeniu i leczeniu pupila – od nas a nie z internetu czy od znajomych psiarzy. Oboje z rodzin weterynaryjnych, od dziecka widząc funkcjonowanie w zawodzie, wiedzieliśmy, że na to trzeba postawić.

Trudne początki

Niestety, już na początku fatalnie wybraliśmy lokalizację, właściciel lokalu postanowił szybko i dużo na nas zarobić, natychmiast przenieśliśmy firmę w nowe miejsce. Centrum miasta, pewnie będzie dobrze… a gdzie tam! Ledwo pomalowaliśmy ściany i umeblowaliśmy się, od ulicy odcięto nas ekranami dźwiękoszczelnymi a w sąsiedztwie otworzyły się trzy sklepy monopolowe. Co tydzień płaciliśmy za wybite szyby i liczyliśmy straty po kradzieżach… szybko przenieśliśmy się raz jeszcze. I to był dobry krok, bo nie można było trafić lepiej, niepełnosprawni klienci ze swoimi zwierzakami mogli wreszcie podjechać pod drzwi, a wokół są normalne osiedla, spokojna okolica z mnóstwem stworzeń dużych i małych. Odetchnęliśmy z ulgą! Pacjentów przybywało. Przyjaciół również.

Jak wygląda nasza praca napiszemy w następnym artykule…………….

Agnieszka i Tomasz Kutrzuba

 

 

 

 

 

Komentarze
Wczytywanie...